Rocznica śmierci Marii Rodziewiczówny. Mówiła, że „są dwie potęgi, którym trzeba oddać wszystko, a w zamian nie brać nic – to Bóg i Ojczyzna”. Komuniści bali się jej powieści

Fot. YouTube
Fot. YouTube

Jej nazwisko miało zostać wymazane z narodowej pamięci. Władza ludowa dołożyła wszelkich starań, by jej wybitne pióro zanurzone w patriotycznym oddaniu ojczyźnie i katolickiej wierze, nie zdołało budzić w sercach Polaków tęsknoty za wolnością i wiernością polskiej tradycji. Maria Rodziewiczówna nie doczekała wolnej Polski. Zmarła 6 listopada 1944 r. w Żelaznej pod Skierniewicami.

Jako młoda, siedemnastoletnia dziewczyna, po śmierci ojca, musiała przejąć zarząd nad rodzinnym majątkiem. Ciężką pracą wyciągnęła go z długów. Całe swoje późniejsze życie poświęciła ratowaniu polskości. Hojnie pomagała biednym, edukowała i wspierała chłopów, jednoczyła ziemiaństwo, organizowała koła rolnicze, zakładała szkoły, stawiała pomniki polskim bohaterom, budowała kościoły, pomagała wojsku, robiła wszystko, by udaremnić starania bolszewików i zachować polskość Kresów. Napisała przy tym kilkadziesiąt powieści, budzących uśpione serca Polaków. Szczególne nabożeństwo miała do św. Andrzeja Boboli, któremu zawierzała losy ojczyzny. Nie pasowała do bolszewickiej narracji o panach, którzy uciskali swoich poddanych.

Henryk Sienkiewicz w liście wysłanym Rodziewiczównie na jubileusz 25-lecia pracy twórczej, w 1911 r., pisał:

Tyś zrozumiała, że mimo chmur, które rozciągają się nad Twoją ukochaną ziemią, mimo cierpień, mimo głazów, które gniotą pierś polską, naród wyciąga ręce do życia, więc krzepiłaś w nim siły życiowe. Słowa Twe były zawsze słowami otuchy i jakby echem drogiej nam pieśni Legionów… Służba Twoja była zawsze wierna Ojczyźnie, a zarazem jasna i przeźrocza jak ruczaj litewski.

Polska Ludowa wycofała jej książki z bibliotek, nie wpuściła na listę lektur. Pozwolono na wydawanie tylko tych książek, które nie budziły tęsknoty za patriotyczną miłością do Ojczyzny. Przesłanie Rodziewiczówny nie straciło na aktualności. Jej „Dewajtis”, „Byli i będą”, „Dwie Rady”, „Macierz”, „Florian z Wielkiej Hłuszy”, „Lato leśnych ludzi” i wiele innych pokazują wielkość polskiego narodu i uczą jak ważne jest pielęgnowanie polskich tradycji. Wśród najważniejszych przykazań, jakie pozostawiła Polakom była obrona polskiej ziemi. „nie puść, pazurami, zębami dzierż” – mówi ustami bohatera „Byli i będą”.

Rodziewiczówna była kobietą o męskim typie urody, noszącą krótkie włosy i marynarki. Przez ostatnie 25 lat życia mieszkała ze swoją przyjaciółką Jadwigą Skirmunttówną, której I wojna światowa pokrzyżowała plany w zakupie własnego folwarku. Obie były niezamężne i znacznie już posunięte w latach. Współczesne feministki próbują nagiąć ten wątek życiorysu i zbudować własny obraz Rodziewiczówny. Tak jak z bohaterów „Kamieni na szaniec” zrobiły homoseksualistów, tak z Rodziewiczówny i Skirmunttówny próbują zrobić parę lesbijek. To jeden z elementów zakłamywania bohaterów, odbierania Polakom autorytetów. Mimo uporczywych starań lewicy,  na taką interpretację nie ma to żadnego potwierdzenia w faktach. Rodziewiczówna zdecydowanie rozprawia się z niewłaściwie ukierunkowaną emancypacją i wskazuje na fundamenty macierzyństwa. Radziła, by kobiety lepiej przygotowywały się do trudnej roli żon i matek, by były zdolne do zapanowania nad ładem rodzinnego domu.

Ogólny prąd emancypacji ogarnia od dawna świat. Była emancypacja Murzynów, chłopów, teraz kolej na kobiety. Nie potępiono Murzynów i chłopów, nie trzeba potępiać kobiet. Niech nie będzie niewoli, niech każdy ma drogę otwartą. Ale myli się ten, kto sądzi, że zmiana prawa zmienia postać rzeczy. Będzie triumf, gdy nie litera prawa, ale człowiek sam się wyemancypuje. Ale na to nie trzeba wiele gadania, pisania, narad i debat - na to trzeba każdemu siebie tylko pilnować. Nie chcą kobiety szyć i zajmować się spiżarnią, dzieci niańczyć i dom prowadzić. To wszystko im za małe, za niskie, za marne, to im ubliża, to niewola. Ale żadna zastanawiać się nie chce, czy te obowiązki umie, pojmuje, czy je dobrze spełnia. Nie ma małych prac - są tylko marni pracownicy. Żeby kobiety zrozumiały, jak źle spełniają swe obowiązki, żeby zrozumiały, jak wielkie są i trudne, wtedy byłyby dopiero emancypowane.

A matki, które chowają córki, czego ich uczą? Niczego? Czy dziewczyna wie, jakie ją obowiązki czekają, czy jest do nich przygotowana? Nic a nic! A przecież na jej głowie jest dom cały… ład, jest mąż i dzieci… Kobieta zamężna musi znać się i na pedagogii, i na higienie, na rachunkowości, na chemii. Musi często być sędzią w swym małym światku i spowiednikiem młodych serc i dyplomatą w stosunkach z mężem i światem… żeby najpilniej i najgorliwiej pracowała, nieraz rady nie da. A wzwyż wszystkiego, słabości jej, dał Pan Bóg siłę kochania. Nie romanse jakieś, ani poezje, ale kochanie. Ona powinna umieć kochać i kochania uczyć. Kochanie Boga i ziemi, i obowiązków, i cierpień i bliźnich. Jeśli kobieta to zrozumie i spełni to wszystko – wtedy także nazwę ją emancypantką

– pisze w „Kądzieli”.

W 1938 r. w liście do uczennic z liceum, którego była absolwentką, pisała:

Pilnujcie się i nie dajcie się wciągnąć w hasła głupie lub wrogie, bo szkoda was, pierwsze pokolenie urodzone w wolnej Ojczyźnie. I pilnujcie się przed wadami narodu – przez czas niewoli nie ubyło, a przybyło, niestety, tyle chwastu spod zaboru wrażego

— ostrzegała.

Jej powieści rozchwytywane były „na pniu”. Naród ją kochał, czerpał siłę z jej twórczości i żywo o niej pamiętał. Wdzięczności tej doświadczała szczególnie w czasie II wojny światowej, kiedy sama, jako osiemdziesięcioletnia staruszka, nie mogła już pomagać innym tak, jak kiedyś. Nadal jednak dzieliła się paczkami, które otrzymywała.

II wojnę przeżyła w skrajnie trudnych warunkach. Przeszła przez pięć obozów przesiedleńczych w warunkach nieznośnych dla życia, zwłaszcza przy jej stanie zdrowia. Cały czas żyła nadzieją powrotu na Kresy, wierzyła, że będą kiedyś nasze. Któregoś dnia dotarła do niej dramatyczna wieść, że jej ukochany dwór w Hruszowej, gdzie spędziła 60 lat życia i okupiła ciężką, także fizyczną pracą, został doszczętnie rozkradziony i spalony. „To wszystko nic. Byle Polska była” - odparła.

CZYTAJ WIĘCEJ: Skoro nie można mówić o polityce, pomówmy o Polsce. „Tysiąc lat wśród takich sąsiadów trwać i ostać, to nie słomianym ogniem trza być, ale głazem i stalą”

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...