Polacy ruszyli na „turystykę paliwową”. Powód? Spójrzcie na cenyPolacy ruszyli na „turystykę paliwową”. Powód? Wystarczy spojrzeć na ceny

FacebookTwitter

Ceny oleju napędowego zaczynają mocno uderzać w polski transport. W środę 16 września hurtowa cena Orlen Ekodiesel wyniosła 7489 zł za metr sześcienny, rosnąc w ciągu jednego dnia aż o 15,7 proc. Od początku 38. tygodnia roku podwyżka sięgnęła już 22,3 proc. Przewoźnicy szukają więc ratunku za granicą. Kiedyś tankowali w Luksemburgu, dziś próbują dotrzeć po tańsze paliwo jeszcze dalej.

Branża transportowa alarmuje, że przy tak gwałtownych zmianach cen dotychczasowe kalkulacje przestają się spinać.

- Gwałtowny wzrost cen paliw wywraca cały model funkcjonowania firm transportu drogowego - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.

Po tańsze paliwo aż do Hiszpanii

Jednym ze sposobów ograniczania kosztów staje się swoista „turystyka paliwowa”. Firmy transportowe coraz uważniej planują nie tylko trasy przewozów, ale także miejsca tankowania.

- Kiedyś w Luksemburgu były tanie paliwa i tam nasi kierowcy tankowali. Teraz firmy starają się zajechać do Hiszpanii, bo jest tam najtańsze paliwo — tłumaczy Karol Rychlik, członek zarządu ZMPD.

Różnica jest zauważalna. Według danych Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego litr oleju napędowego kosztuje w Hiszpanii detalicznie 1,885 euro, podczas gdy w Polsce 8,89 zł. Portal e-Petrol podaje natomiast 1,81 euro, czyli 7,82 zł, wobec 8,75 zł w Polsce.

Przy samochodzie osobowym oszczędność na jednym tankowaniu może nie robić wielkiego wrażenia. W przypadku ciężarówek, pokonujących tysiące kilometrów i zużywających ogromne ilości paliwa, różnica zaczyna jednak mieć znaczenie dla rentowności całego przewozu.

„Nasz biznes się nie spina”

Część firm chronią klauzule paliwowe pozwalające podnosić ceny frachtu wraz ze wzrostem kosztów oleju napędowego. Coraz częściej są one rozliczane co tydzień zamiast raz w miesiącu. Przy obecnym tempie podwyżek nawet taki mechanizm może jednak okazać się zbyt wolny.

Nie wszyscy przewoźnicy mogą też przerzucić rosnące koszty na klientów.

- Nasz biznes się nie spina, nie ma sensu jeździć. Jedziemy, żeby jechać. Dokładamy, żeby zrealizować przejazdy, a klienci nie godzą się na nagłe podwyżki cen - alarmuje na łamach "Rz" prezes Raf-Trans Rafał Jańczuk.

Niepokój rośnie również w transporcie autobusowym. Prezes PKS Polonus Piotr Smogorzewski ocenia, że firma wytrzyma do końca roku, ale tylko „jeśli ceny paliwa nie przekroczą 10 zł za litr”

Na razie polscy przewoźnicy robią więc to, co mogą: negocjują ceny, pilnują zapasów i coraz uważniej patrzą na dystrybutory poza Polską...

 
źr. wPolityce.pl za "Rzeczpospolita"
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.