Zaufanie narodu buduje się latami
Zaufanie narodu buduje się latami: dbałością o jego tożsamość, dobrobyt, bezpieczeństwo, edukację, kulturę

Tzw. pandemia nadszarpnęła wiarygodność zarówno opozycji, jak i Zjednoczonej Prawicy
Polacy mają gdzieś w tyle głowy zakodowaną nieufność wobec władzy. Każdej władzy. Zabory, okupacja, pół wieku komuny – te opresje wykształciły w nas gen podejrzliwości i sprzeciwu wobec rządzących. Kimkolwiek by oni byli.
Po 1989 r., gdy po okrągłostołowym dogadaniu się „czerwonych” z „różowymi” odzyskaliśmy (teoretycznie) wolność, ludzie nie do końca dowierzali nowej władzy. Cóż, wychodzące na jaw dowody sprzeniewierzenia, zdrady (kazus Lecha Wałęsy: od bohatera po donosiciela) nie sprzyjały wzrostowi społecznego zaufania. Kolejne wybory Polaków oscylowały od lewa do prawa (AWS, SLD-PSL, PC, PO-PSL, PiS). Generowane odgórnie ostre podziały: polityczne (komuchy – konserwa), genderowe (heteroseksualni– LGBTQ i coś tam), religijne (wierzący – antyklerykalni), pandemiczne (szczepionkowcy – foliarze) itd., itp., podsycały nieufność do elit. Zapatrzeni w słupki poparcia spin doktorzy bazują dziś na najprostszych emocjach wyborców, kalkulując krótkoterminowo, w perspektywie najbliższych wyborów. Nie sprzyja to budowaniu silnego poparcia dla władzy – taką stabilizację mamy dziś na Węgrzech.
