Zatrute drzewo. Starsi Polacy zwykle wiedzą, „who's who"Zatrute drzewo. Starsi Polacy zwykle wiedzą, „who's who"

Ostatnio dużo piszę o konflikcie pokoleń. Po koncertach i podczas spotkań autorskich zdarza mi się rozmawiać z młodzieżą, zwykle wykształconą (to dziś standard), również z dużych miast.
Staram się zrozumieć jej tok myślenia i przesłanki kierujące preferencjami wyborczymi. Dyskutuję tylko z tymi, którzy posiedli jakąś wiedzę, nie są zaślepieni ideologią i potrafią się spierać na argumenty. Część moich rozmówców posiada niezłe, kierunkowe przygotowanie zawodowe. Moja profesja artystyczna i studia techniczne łączą wrażliwość twórcy z logiką inżyniera. I właśnie ta „zdroworozsądkowa emocjonalność” ułatwia mi znajdowanie wspólnego języka zarówno z humanistami, jak i „ściślakami”.
Perorując z pozycji starego zgreda/dziadersa/boomera (niepotrzebne skreślić) mam nad młodymi interlokutorami istotną przewagę. Od rodziców i dziadków – świadków II wojny światowej – czerpałem wiedzę o zbrodniach Niemców, Rosjan i Ukraińców na narodzie polskim. Połowę życia przeżyłem w PRL, doskonale więc pamiętam realia mrocznej komuny, prześladowania polskich patriotów, narodziny Solidarności, stan wojenny, okrągły stół. Po transformacji ustrojowej sługusy Moskwy, zwalczające wolność, polskość, naszą historię, wiarę, tępiące gejów (vide: akcja SB „Hiacynt”) nadal pozostały przy władzy. Uwłaszczeni na Polsce ojkofobi wysługują się teraz Brukseli. Oflagowani na tęczowo promują dziś LGBT+ i brylują na europejskich salonach.
