Włócznia i miecz. "Idź do Maryi. Matka cię uleczy"
Włócznia i miecz. "Jezus pomoże, ale trzeba chcieć ten ciężar podnieść. Idź do Maryi. Matka cię uleczy"

Człowiek, który nie uświadomi sobie własnej odpowiedzialności za swoje życie, będzie się męczył i latami chodził w kółko w kieracie zranień.
Powietrze stężało, można je nożem kroić, codzienność oblepia ci nogi jak kisiel, jak smoła. Nie potrafisz podnieść wzroku, łapiesz się na tym, że wzdychasz, łapiesz się na tym, że twoje palce żyją własnym życiem.
Wszystko jest szare, nic nie ma smaku, nie cieszą przyjemności, jesteś wydrążony. Cokolwiek cię dotyka, niszczy: rozpadło się małżeństwo, rozpada się powoli, żona odleciała w NLP czy uzdrawianie kwantowe, zostałeś zdradzony przez przyjaciela, twoja córka mieszka z kobietą, twoja córka zabija się co dzień, całkowicie straciła szacunek do siebie. Jesteś samotny, niszczysz sobie życie alko, narko, porno. Ubezwłasnowolniłaś swojego syna nadopiekuńczością, żyje w lęku przed światem, nigdy złotówki nie zarobił. Twoja 13-latka kaleczy sobie przedramiona, żyjesz w nędzy, niedomagasz, praca cię zabija. Mąż zabrał ci dzieci, syn się zabił, córka umiera na raka… Cokolwiek cię niszczy, cokolwiek wbija w ziemię, miażdży, odbiera siły, sprawia, że budzisz się bardziej zmęczona, niż się kładłaś, że seriami dzieją się w twoim życiu złe rzeczy, że budzisz się z krzykiem, budzisz się śmiertelnie spocony, masz obce myśli, chcesz ranić, kaleczyć, upić się, uciec, wreszcie nie czuć, rzucasz się w kolejne beznadziejne miłości, kurwisz się z nienawiści do siebie, zgadzasz się na wykorzystywanie.
