W poszukiwaniu kolaborantów. "Poszukiwania przez policję"
W poszukiwaniu kolaborantów. "Poszukiwania przez policję, prokuratura, sądy i ewentualnie więzienie"

Rozprawienie się z kolaboracją na wyzwolonych ziemiach już zmienia strukturę zdrady na okupowanych terenach.
Małe miasteczko niedaleko Chersonia było okupowane przez Rosjan prawie osiem miesięcy. Gdy Ukraińcy przegnali najeźdźcę, cała okolica zamarła w oczekiwaniu na dalszy los. Kiedy podłączą prąd i gaz? Czy wypłacą zaległe emerytury? Jak będzie wyglądała dostawa pomocy humanitarnej? I najważniejsze – jaki los spotka tych, którzy skorzystali na krwawej obecności żołnierzy Putina?
Zajeżdżamy przed dom jednego z mieszkańców – specjalny oddział policji i polski dziennikarz, o którego obecności ukraińscy cywile nie wiedzą. Z budynku wychodzi ok. 70-letni, ale krzepki i energiczny mężczyzna, który sam wzywał mundurowych. To Nikita, który przez osiem miesięcy ukrywał w piwnicy ukraińskiego oficera poszukiwanego przez rosyjskie władze okupacyjne. Dał schronienie mundurowemu, za co groziło rozstrzelanie i jego, i oficera. Czyż nie brzmi to podobnie do polskich historii dawnej okupacji, gdy i polskie domy ukrywały partyzantów lub żołnierzy AK?
