Ucieczka od pytań. Dziennikarstwo tylko dla lojalnych?Ucieczka od pytań. Dziennikarstwo tylko dla lojalnych? Taki komfort, jaki mają politycy UE, Rosji i Białorusi

Bieda, która wraca do Polski wraz z rządami Donalda Tuska oraz ucieczka od niewygodnych pytań dziennikarzy - taki komfort, jaki mają politycy UE, Rosji i Białorusi.
Od roku jesteśmy świadkami medialnego widowiska, które przez osiem lat rządów PiS jakoś nie występowało. Widowisko równocześnie złe i głupawe, a niekiedy tragicznie śmieszne. Przypominają się czasy komunistyczne, gdy władza odgradzała się od społeczeństwa, a dziennikarstwo było zastrzeżone dla wiernych i posłusznych. Sejm miał stałych, sprawdzonych komentatorów i było nie do pomyślenia, aby reporter sam z siebie chciał zadać jakieś kłopotliwe pytanie politykowi czy ministrowi. Nieco się to zmieniło w latach 80. i 90., ale dziennikarzy informacyjnych w mediach publicznych nadal obowiązywała bezpieczna zasada pisania „tylko za PAP”. Gdy mimo to jakaś grupka żurnalistów uparła się, by jednak przepytać jakiegoś ważnego polityka, np. Aleksandra Kwaśniewskiego, w 1994 r. przewodniczącego Klubu Parlamentarnego SLD, jego ostateczną obroną była ucieczka. I taka jest geneza słynnego zdjęcia przyszłego prezydenta RP uciekającego z Sejmu po drabinie przed dziennikarzami. Czytelnicy mojej książki „Wygrać prezydenta” może pamiętają, że Kwaśniewski uciekł od odpowiedzi na wszystkie 120 pytań, również od tych najtrudniejszych – o prywatny majątek, które w 1995 r. zadawałem wszystkim kandydatom na urząd prezydenta.
Zjawisko totalnej głuchoty i ucieczki od pytań, czyli od odpowiedzialności, pojawia się zawsze, gdy do władzy dochodzi PO. Tak jak bieda, która wraca do Polski wraz z rządami Donalda Tuska.
