Triumf konserwatyzmu zdrowego rozsądkuTriumf konserwatyzmu zdrowego rozsądku. "Dwie perspektywy w globalnym ruchu konserwatywnym, które są niemal nie do pogodzenia"

Wywiad, który słynny amerykański dziennikarz Tucker Carlson przeprowadził z Jacobem Rees-Moggiem, brytyjskim politykiem i byłym posłem, stał się hitem w internecie. To o tyle interesujące, że temat rozmowy nie był łatwy. Mieliśmy bowiem do czynienia ze starciem dwóch konserwatyzmów.
Pierwszym z konserwatyzmów jest ten klasyczny, europejski, zbudowany na filozofii „common sense”, zakorzeniony w tradycji i historii. Drugi to ten amerykański, który swoje zalety i moc próbuje zbudować na sile emocji oraz szybkich, często powierzchownych (w tym konkretnym przypadku aż absurdalnie powierzchownych) argumentów.
Tucker Carlson, człowiek, który od kilku lat jest głównym obrońcą i orędownikiem interesów Rosji na amerykańskiej scenie konserwatywnej, chciał przeprowadzić wywiad, w którym przedstawiłby brytyjskiego torysa Jacoba Rees-Mogga jako „podżegacza wojennego”.
Brytyjczyk wyzwany na pojedynek
Wszystko zaczęło się od filmu, który polityk, od dawna aktywny jako komentator w różnych mediach, opublikował na swoim kanale na YouTube.
Rees-Mogg typowym dla siebie precyzyjnym stylu wyjaśnia w nim fakt oczywisty dla każdego rozsądnego człowieka – istnieje bardzo realne prawdopodobieństwo, że imperializm Kremla zmusi Wielką Brytanię do wojny w ciągu najbliższych kilku lat. Dlatego dobrze by było, gdyby Londyn przygotował się na tę ewentualność już teraz, zarówno poprzez zakup broni, jak i zwiększenie liczby żołnierzy gotowych do walki.
