To tylko powódź. A jeśli wybuchnie wojna? Stracili wszystko
To tylko powódź. A jeśli wybuchnie wojna? "Wielu powodzian wciąż nie otrzymało rządowych pieniędzy"

Dlaczego tak duże państwo posiadające tak rozbudowany aparat administracyjny nie mogło sobie poradzić z szybką pomocą w zaledwie kilku gminach na południu kraju? Prawda jest taka, że za nicnierobienie i przeciąganie spraw jeszcze nikt nie poniósł odpowiedzialności, a za decyzje finansowe można pójść do więzienia. Pomocy potrzebują ci, którzy stracili mieszkania i domy oraz miejsca pracy.
Minister Marcin Kierwiński uważał, że jak wyda polecenie, to państwo zadziała. Jednak wpadł w pułapkę biurokratycznej inercji i własnej demagogii. W wydawaniu szybkich decyzji finansowych urzędników paraliżuje strach przed rozliczeniami, które spotykają poprzedników. Rząd nie zdał tego kryzysowego testu. A co, jeśli wybuchnie wojna?
W 2020 r. nadeszła pandemia wirusa COVID-19. Dziś nie ma wątpliwości, że sytuacja, w jakiej znalazł się ówczesny rząd Mateusza Morawieckiego, była wyjątkowa. Także skala problemów w zestawieniu w wrześniową powodzią była nieporównywalna – dotyczyła milionów ludzi i każdego zakątka kraju. 13 marca zostały wprowadzone pierwsze ograniczenia działalności gospodarczej, jednak pierwsza wersja tarczy antykryzysowej mającej na celu pomoc w przetrwaniu tego czasu weszła w życie już 1 kwietnia. Druga już dwa tygodnie później, 17 kwietnia. Przedsiębiorcy otrzymali natychmiastową pomoc, a ewentualne błędy korygowano na bieżąco, wprowadzając np. przeoczone początkowo zwolnienie prywatnych podmiotów gospodarczych zatrudniających do dziewięciu osób z opłacania składek ZUS czy przesunięcia terminów dla odprowadzających podatki.
