Smutek po martwym Kordianie. Dostaliśmy pełnokrwistego?
Smutek po martwym Kordianie. "Czy dostaliśmy pełnokrwistego „Kordiana”, czy wypisy z niego?

„Kordian” dość zrozumiały, nawet dla mało zapatrzonych w historię i literaturę. Pytanie, czy można to było osiągnąć bez przekształcenia go w migawkę, krótkie wspomnienie o tragicznym młodym Polaku.
TVP wystawiła „Kordiana” Juliusza Słowackiego. Format tego teatru to niespełna półtorej godziny. Ostatni sławny „Kordian” – w wersji Jana Englerta (Teatr Narodowy, 2015) – trwał dwie. Zbigniew Lesień wykorzystał godzinę i 15 minut. Jeśli motywem tego ściśnięcia były reguły ramówki, to bolesne. Zarazem w Roku Romantyzmu Polskiego to jedyna inscenizacja tego kiedyś tak ważnego dla nas tekstu.
Czy dostaliśmy pełnokrwistego „Kordiana”, czy wypisy z niego? Lesień zrobił spójny, po części kręcony w plenerach, spektakl, miejscami zbyt zdawkowy, miejscami sugestywny. Mimo wszystko żal mi różnych subtelności. Jednocześnie to chyba „Kordian” dość zrozumiały, nawet dla mało zapatrzonych w historię i literaturę. Pytanie, czy można to było osiągnąć bez przekształcenia go w migawkę, krótkie wspomnienie o tragicznym młodym Polaku.
