Sędziowie z bożej(?) łaski. "Przekręt w biały dzień"Sędziowie z bożej(?) łaski. Pan Bóg wybacza – kibice nigdy. "Sędziowie w skokach narciarskich obniżali noty naszemu Stanisławowi Marusarzowi, żeby tylko mistrzem świata został faworyzowany Norweg"

Jeśli w kontekście widowisk sportowych mówi się nie o zawodnikach, tylko o arbitrach, to „niedobrze, panie Bobrze” (chór „Dana”). Nie będę sentymentalnie marudził, że kiedyś było lepiej, a teraz się zepsuło, bo przecież wcale lepiej nie było.
Sędziowie w skokach narciarskich obniżali noty naszemu Stanisławowi Marusarzowi (jako dzieciak miałem szczęście go poznać), żeby tylko mistrzem świata został faworyzowany Norweg. Powojenna Polska długo żyła skandalicznym werdyktem sędziów pięściarskich, którzy Polakowi Tadeuszowi Walaskowi ukradli tytuł mistrza olimpijskiego podczas igrzysk w Rzymie w 1960 r. Na ringu wygrał, ale w oczach ślepej na rzeczywistość i sprawiedliwość bokserskiej Temidy przegrał z Amerykaninem. To było trzy lata przed moim urodzeniem, ale sportowa Polska żyła tą historią przez dziesięciolecia.
