Miesiąc miodowy Urbana. Po ziemi rozlała się fala euforii
Miesiąc miodowy Urbana. "Po nadwiślańskiej ziemi rozlała się fala euforii". Polska jest na drugim miejscu w grupie

Na Stadionie Śląskim było widać, że mecz z Holendrami dodał zawodnikom pewności siebie. Biało-Czerwoni byli lepsi od Finów o kilka klas i udowodnili, że dramat w Helsinkach był jedynie nieszczęśliwym wypadkiem przy pracy, splotem wielu nieszczęśliwych okoliczności.
Przed wrześniowym zgrupowaniem piłkarskiej reprezentacji narodowej próżno było szukać wśród kibiców przesadnych optymistów. Nic dziwnego, bo znalezienie powodów do optymizmu – choćby umiarkowanego – wymagało niezdrowo pozytywnego podejścia do rzeczywistości. Obserwacja boiskowych wyczynów kadrowiczów i pozaboiskowych wydarzeń wokół reprezentacji wpędzała raczej w stany depresyjne.
Kto dosłownie chwilę temu nie wątpił w potencjał kadry i umiejętności polskich piłkarzy, niech pierwszy rzuci kamieniem w stronę wszystkich narzekających. Ale wystarczyły dwa dobre mecze, promienny uśmiech selekcjonera debiutanta oraz garść miłych słów ze strony piłkarzy, żeby wajcha poszła w drugą stronę i po nadwiślańskiej ziemi rozlała się fala euforii.