Sądecki układ w ratuszu zaczyna pękać. "Finansowe eldorado"Sądecki układ w ratuszu zaczyna pękać. "Układ, w którym publiczne pieniądze stawały się narzędziem utrzymania władzy"

Uważam, że dwukadencyjność w samorządach to konieczny krok ku uzdrowieniu życia publicznego – ogranicza lokalne układy, wzmacnia demokrację i przywraca realną konkurencję w wyborach.
Zatrzymanie prezydenta Ludomira H., jego zastępcy Artura B. oraz urzędników nowosądeckiego ratusza przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w ramach śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Europejską to wydarzenie bez precedensu w historii królewskiego miasta Nowego Sącza. Nie jest to jednak przypadek ani medialna sensacja, lecz logiczny finał systemu zależności i interesów, który dławił miasto od lat i był skrzętnie chroniony przez lokalne powiązania polityczne, towarzyskie i biznesowe.
Dziś pękła fasada pozorów, choć wciąż widzimy jedynie czubek góry lodowej. Od dawna ostrzegałem, że w sądeckim magistracie powstał zamknięty układ, w którym publiczne pieniądze stawały się narzędziem utrzymania władzy, a nie służby mieszkańcom. Śledztwo dotyczące nieprawidłowości przy wydatkowaniu unijnych środków to dopiero początek. Kto zna realia ratusza, ten wie, że podobne mechanizmy mogą dotyczyć także miejskich spółek i inwestycji – zwłaszcza tych obarczonych zarzutami niegospodarności przy budowie stadionu Sandecji, którego koszt wzrósł z 60 do niemal 180 mln zł.
