Rozwój Plus, czyli PiS minus rewolucja. Słabe echo hasłaRozwój Plus, czyli PiS minus rewolucja. "Czytając exposé Donalda Tuska z 2011 r., momentami widać jakby Morawieckiego"

morawiecki.webp
FacebookTwitter
Artykuł premium
Dołącz

Stowarzyszenie Rozwój Plus wyszło na pozycje umożliwiające mu układ z obozem władzy, choćby za cenę przełamywania prezydenckiego weta. A jego programowa nadprodukcja to jedynie wyprzedaż starych haseł z planu Morawieckiego. Takie są skutki rewolucji odwołanej w 2018 r.

Neoliberalne hasła nieustannego wzrostu utraciły siłę, liberalna wiara w świetlaną przyszłość przegrała w sferze symbolicznej. Lecz liberalizm nie tyle został pokonany, ile zapadł się pod własnym ciężarem. Atakująca go prawica nie zastąpiła go jednak nowymi rozwiązaniami, dzięki czemu nie utracił on swej władzy.

W polskich warunkach hasło „rozwoju” zostało wyniesione przez zwolenników Mateusza Morawieckiego z arsenału PiS, które przez lata, choćby akcentując konieczność budowy podmiotowości w Europie, nadawało mu konkretne znaczenie. Na zewnątrz to tylko miłe dla ucha wyborców, ale pozbawione siły neutralne narzędzie używane przez prawicę i lewicę. Innymi słowy, składana przez lewicę obietnica postępu, nowoczesnego życia w nowoczesnym otoczeniu, w nowoczesny sposób, obietnica politycznego zbawienia w nieokreślonej przyszłości. Słabe echo hasła „Wybierzmy przyszłość” lub leninowskiej „władzy Rad i elektryfikacji” wyrażonej w propagandowej sowieckiej kreskówce „Plus elektryfikacja”.

Technokrata z Excelem

Ten facet ciągle wszystko kalkuluje Excelem

 – stale powtarza mi jeden ze znajomych.

Słuchając charakterystycznego sposobu ujmowania spraw przez byłego premiera, jestem skłonny uwierzyć, że właśnie tak widzi on politykę. Jest wręcz wzorcowym technokratą, rozumiejącym życie w kategoriach koniunktur i procesów, gdzie ludzi przesuwa się niczym pionki na planszy, traktując jako element „realizacji projektów”.

Technokrata staje się kapłanem, a zmechanizowani ludzie tworzą masy wiernych

 – zauważył Thomas Molnar.

Mateusz Morawiecki był związany z bankowością już od połowy lat 90. XX w., politycznie orbitując wokół wrocławskiego establishmentu. W marcu 2010 r. jako prezes zarządu Banku Zachodniego WBK wszedł w skład wąskiego grona współpracowników Donalda Tuska. Radę Gospodarczą pod kierunkiem jednego z liderów dawnego KLD Jana Krzysztofa Bieleckiego tworzyli oprócz niego m.in. ówczesny prezes PZU Andrzej Klesyk, ekonomista Witold Orłowski i socjolog Ireneusz Krzemiński, jeden z fanatycznych wręcz krytyków PiS. Czytając exposé Donalda Tuska z 2011 r., momentami widać jakby Morawieckiego. W 2013 r. jako prezes banku WBK finalizował fuzję z Kredyt Bankiem i zapowiadał, że pod szyldem Santander uczyni go drugim bankiem w Polsce. Porzucił jednak plany ekspansji, wchodząc do rządu PiS. Dla wąskiego grona wtajemniczonych nie było to zaskoczeniem, ale dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości pozostawał postacią kompletnie nieznaną. Dziś kreuje się niemal na ich wybawiciela:

Mógłbym siedzieć w Nowym Jorku albo Londynie i zarabiać 15 mln dol. rocznie

 – oświadczył w jednym z ostatnich wywiadów.

Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Źródło: Tygodnik Sieci, wydanie 2026/33
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.