Relacja z Ukrainy. Dziś wcześniej zaczęli
Dziś wcześniej zaczęli. "Wojna to wielkie zło, ale gdyby nie było zła, ludzie nie wiedzieliby, czym jest dobro"

Ukraina okrzepła, powoli, acz nie bez bólu przywykła do sytuacji, w której się znalazła po 24 lutego.
Od początku wojny byłem na Ukrainie trzy razy. Lwów, Kijów, Bucza, Irpień, Odessa, Mikołajów… To, że wojna zmienia ludzi, nie jest wielkim odkryciem, ale skala tych zmian i ich tempo może na Ukrainie zaskakiwać. Czy jeszcze kogokolwiek szokuje skala zbrodni popełnianych przez rosyjską barbarię? Nie wiem. Czerwcowy wyjazd zapamiętam na długo. Zwłaszcza Lemany. Było naprawdę niebezpiecznie.
Ukraina okrzepła, powoli, acz nie bez bólu przywykła do sytuacji, w której się znalazła po 24 lutego. W obecnie względnie bezpiecznych częściach kraju, centralnej i zachodniej, miasta próbują wracać do normalnego funkcjonowania. Dłuższe letnie dni skróciły godzinę policyjną, dzięki czemu sklepy i lokale mogą być otwarte również wieczorami. Praca jest obecnie dobrem deficytowym. Wojna spowodowała zamknięcie wielu firm. Jednych z powodu braku rąk do pracy – kobiety wyjechały za granicę, mężczyźni bronią ojczyzny – inne upadły na skutek zerwanych łańcuchów dostaw. Spadek mocy nabywczej społeczeństwa wymusił wiele oszczędności. Popyt m.in. na usługi turystyczne czy sportowe właściwie przestał istnieć. Rząd uruchomił kampanię społeczną, której główne hasło „Twoja praca – twoja broń” przypomina cywilom, iż bez ich wysiłku żołnierze nie będą mieli ani czym, ani o co walczyć na froncie.
