RAPORT Z OBLĘŻONEGO MIASTA. Polski wrzesień w Kijowie
RAPORT Z OBLĘŻONEGO MIASTA. Polski wrzesień w Kijowie. "Jest w tych ludziach, jakaś spokojna nadzieja"

Mieszkańców dotyka fala niepewności, potem się do niej przyzwyczajają, aż przychodzi następna. Najpierw – że wojna ich zmiecie. Potem – że zabraknie żywności. Teraz myślą o bombardowaniach.
Miasto nie jest ani puste, ani pogrążone w paraliżującym strachu. Miasto jest w letargu, jakby nie chciało zużywać sił, jakby oszczędzało energię na wejście Rosjan. Putinowska armia będzie tu powitana jednoznacznie – na wielu ulicach rozciągnięte są druty kolczaste, stoją zapory przeciwczołgowe i betonowe konstrukcje. Żołnierze, policja, obrona terytorialna i zwykli mieszkańcy czekają na szturm.
Nie wiemy, ile osób opuściło Kijów, ale na ulicy próżno szukać kobiet z dziećmi – chyba że na dworcu Kyjiw-Pasażyrśkyj. Tam tłumy rodzin bez ojców, którzy zostali bronić kraju. Pociągi nie jeżdżą według żadnego rozkładu, ale gdy na peron podstawią wagony, zaraz rusza rzeka matek z potomstwem. Nawet dzieci zdają się godzić z losem – często spokojne, zamyślone, śpiące, patrzące ślepo w dal.
