Przyszła królowa Hiszpanii: kochana przez naródPrzyszła królowa Hiszpanii: kochana przez naród, znienawidzona przez lewicę. Leonor dźwiga na barkach ciężkie brzemię

Hiszpański feminizm nie daruje nawet księżniczce, która biega w kamaszach.
Niektórym wystarczy spojrzeć na hiszpańską następczynię tronu, aby zacząć żałować, że nie są jej poddanymi. Życie w demokracji pozbawia nas oglądania majestatu monarchii ze wszystkimi jej blaskami i cieniami. Może jest więc czego pozazdrościć Hiszpanom, tym bardziej że, jak sami wiedzą: „Król panuje, ale nie rządzi”. Młoda Leonor z dynastii Burbonów już jest królową serc, ale zastępy lewicowych partii wciąż szukają sposobu, aby na Półwyspie Iberyjskim znieść monarchię.
O tym, jak dyskretnie żyje królewska rodzina, mogą przekonać się państwo sami, pytając w myślach: jak nazywa się siedziba monarchii w Hiszpanii? Wszak wszyscy doskonale wiedzą o kim mowa, gdy słyszymy o wieściach z pałacu Buckingham. Zgaduję, że tylko nieliczni potrafią skojarzyć pałac Zarzuela lub Pałac Królewski w Madrycie, a tym, którzy znają też imiona miłościwie panujących monarchów, należałoby rozdać upominki z ich skarbca. Mimo wszystko nie godzi się, aby przeciętny Polak nie potrafił wymienić część składu Realu Madryt lub FC Barcelony, a jąkał się przy imionach, które zabezpieczają jedność i trwałość dawnych imperiów. Rolą królewskich rodzin wciąż jest „produkowanie” następców tronu, a to od ich zdrowia i płodności zależały do niedawna ekspansje terytorialne państw, alianse i losy całych narodów.
