Podziw i zgrzytanie zębami. "My nie mamy takiego Nawrockiego?"Podziw i zgrzytanie zębami. Nawrocki niestety radzi sobie lepiej niż dobrze. Narracja o kibolu obowiązuje już tylko w środowiskach najbardziej fanatycznych i ograniczonych umysłowo

Mało kto powie to głośno, ale coraz więcej polityków i dziennikarzy ze strony liberalno-lewicowej już wie, że Karol Nawrocki nie jest przypadkowym osiłkiem z gdańskiego blokowiska, lecz zawodnikiem wagi ciężkiej. Narracja o kibolu obowiązuje już tylko w środowiskach najbardziej fanatycznych i ograniczonych umysłowo. Środowisko to zaczyna patrzeć na prezydenta z respektem, a niekiedy nawet fascynacją
Zacznijmy od nieco plotkarskiej opowieści, która ostatnio przemknęła przez media. Dziennikarka Joanna Miziołek w jednym z podcastów opowiedziała o tym, co słyszy od polityków strony rządowej. Mówią – oczywiście nieoficjalnie – że prezydent Karol Nawrocki budzi ich podziw i chcieliby znaleźć kandydata o podobnym profilu.
Dlaczego my nie mamy takiego Nawrockiego?
– zadają pytanie rozmówcy Joanny Miziołek.
I na razie nie znajdują odpowiedzi.
Ciekawe jest to, że mimo iż Miziołek nie podała żadnych szczegółów, które pozwoliłyby zweryfikować wiarygodność tej opowieści, jej słowa zostały uznane za całkowicie prawdopodobne. Właściwie nikt nie był zaskoczony. Dlaczego? Bo każdy uważny obserwator polskiej sceny politycznej wie, że to realne. Z prostego powodu: Karol Nawrocki wypada bardzo dobrze we wszystkich swoich działaniach. Imponuje energią i można go uznać za nową jakość. Strona rządowa nie spełnia tych pozytywnych kryteriów. Kojarzy się z biernością, niespełnionymi obietnicami, aferami i brakiem słuchu społecznego.
Dodajmy jeszcze jedną ważną rzecz mającą wpływ na ocenę prezydenta Nawrockiego – jest przecież politycznym nowicjuszem. A przez pierwszy rok swojego urzędowania nie popełnił żadnego znaczącego błędu ani nie zdarzyła mu się żadna gafa.
„Radzi sobie lepiej niż dobrze”
Dotychczasowy liberalny stereotyp na jego temat, czyli przypadkowo znalezionego przez PiS kibola, w rocznicę prezydentury dalej próbowały propagować media najbardziej zaangażowane po stronie rządu. Przede wszystkim TVP w likwidacji, „Gazeta Wyborcza”, konta w mediach społecznościowych powiązane z grupami, takimi jak Silni Razem. „Uzurpator” – pisała o Nawrockim „GW”. Było to puszczenie oczka do jej najbardziej sfanatyzowanych czytelników, którzy nadal wierzą w to, że opozycja sfałszowała wybory.
Wiadomo, że te media muszą tak pisać, bo są na nieustającym froncie walki z prawicą. To również kwestia nienajszerszych horyzontów umysłowych pracujących w nich hunwejbinów, a także wzajemnego pocieszania się, że Nawrocki jest incydentem, przypadkiem i w ogóle jako przeciwnik polityczny to tylko nierozgarnięty osiłek, jak przedstawiała go liberalna propaganda podczas kampanii wyborczej 2025 r. Którą jednak wygrał wbrew temu hejtowi.
