PIOTR GONTARCZYK. Radosław Sikorski i jego priorytet
PIOTR GONTARCZYK. Radosław Sikorski i jego priorytet. „Ciąg na fotkę i szkło” co najmniej na miarę misia z Krupówek

No i jak tu się dziwić, że ekipa Donalda Tuska z Radosławem Sikorskim w składzie nie miała kłopotów z wyborem między elementarnymi interesami państwa a trzymaniem się w głównym nurcie.
Z uwagą oglądam w Telewizji Polskiej serial „Reset” Sławomira Cenckiewicza i Michała Rachonia. Do tego najważniejszego dokumentu, który powstał w IV Rzeczypospolitej, a który każdy powinien obejrzeć, dodam swoje trzy grosze. Ta historia może podpowiedzieć, kim jest Radosław Sikorski i jakimi priorytetami zawsze się kierował.
Oficjalnie szefa MON Radosława Sikorskiego poznałem w 2006 r. Byłem wtedy zastępcą dyrektora archiwum Instytutu Pamięci Narodowej i odpowiadałem za kontakty ze służbami, co nieuchronnie oznaczało styczność z ABW i WSI oraz ich przełożonymi. To była rzecz obciążająca instytut (trzeba było maksymalnie ułatwiać dostęp do archiwów, bo to leżało w interesie państwa), ale dawała też możliwości. Szybko uznałem stan pomocy ewidencyjnych IPN za katastrofalny, a zbiór zastrzeżony za patologię. Wyrzuciłem z dnia na dzień zespół oficerów WSI od kilku lat bezprawnie (do 2006 r.) utajniających należące do IPN (!) materiały archiwalne. Sygnalizowałem też przełożonym konieczność podjęcia niezwłocznych kroków w kierunku likwidacji zbioru zastrzeżonego i digitalizacji pomocy ewidencyjnych SB, dzięki czemu można byłoby skrócić czas szukania informacji z miesięcy do dosłownie sekund.
