Pięć historii. "Z każdego punktu istnieje droga na szczyt"Pięć historii. "Z każdego punktu istnieje droga na szczyt. Jak ktoś mi mówi, że nie ma Boga, nie dyskutuję, ja wiem"

Nie ma znaczenia, jaką masz historię. Z każdego punktu istnieje droga na szczyt. Trzeba ratować to, co da się uratować. Trzeba szukać tego, na co można mieć wpływ.
Wokół zamęt. Mam poczucie, że mechanizm świata został nakręcony i już nikt nie może wpłynąć na to, co musi się zdarzyć. Siedzę i myślę, że gdy umierał Rzym, gdy umierało Bizancjum, na pewno był choć jeden człowiek, który czuł identycznie jak ja.
Przystojna 30-latka. Szczupła, bardzo zgrabna. W czasie rozmowy mam okazję, by się jej przyjrzeć. W tych delikatnych rysach jest prawdziwe piękno. Ona o tym nie wie.
Studiowała reklamę, ale na ASP zobaczyła, że nawet ci utalentowani, potrafiący przetworzyć swoją jaźń w rysunek czy rzeźbę, tak naprawdę wracają w pustkę. Zrozumiała, że są granice tego, co może sam człowiek, że sam ze sobą jest smutny.
Jest katechetką. Wzrastała w małym miasteczku, w licznej rodzinie, z kochającą mamą. Dziś widzi pogubioną młodzież, szukającą po omacku nie wiadomo czego.
Często dzieci nie potrafią dziś odmówić sobie przyjemności, są zamknięte na Boga i siebie, ranią siebie i innych. Miałam piękniejsze dzieciństwo niż one, było więcej drzew, na które trzeba było wejść, więcej ptaków, które trzeba było wysłuchać. Mama wprowadziła mnie do Kościoła, jak miałam parę lat i ja już z niego nigdy nie wyszłam. Już wtedy zachwyciłam się Panem Bogiem. Kiedy czułam, jak pięknie pachną kwiaty, to wiedziałam, że dlatego, iż Pan Bóg jest piękny. Kiedy patrzyłam na krzyż w kościele, zawsze wydawało mi się, że Chrystus na nim jest żywy i tylko dlatego nie rusza głową, bo jest bardzo zmęczony”.
