Philia. "Poczucie przynależności do tej samej wspólnoty"Philia. "To historia końca Europy. Nastąpił on nie przez podbój. Nie przez wojnę. Przez milczenie"

Obserwując miasta-państwa starożytnej Grecji, Arystoteles dostrzegał prawidłowość: tam, gdzie wspólnota była spójna, demokracja kwitła. Tam, gdzie społeczeństwo rozpadało się na rywalizujące frakcje, wkraczał despota.
Minister Jacek Saryusz-Wolski opublikował niedawno na swoim profilu na platformie X następujący cytat: „Dla Arystotelesa demokracja jest możliwa jedynie wśród jednorodnych grup etnicznych, podczas gdy despoci zawsze rządzili wysoce zróżnicowanymi społeczeństwami. Społeczeństwo wieloetniczne jest zatem z konieczności antydemokratyczne i chaotyczne, gdyż brakuje mu philia – głębokiej, z krwi i kości braterskiej wspólnoty obywateli”.
Arystoteles wiedział, że demokracja jest krucha. Nie dlatego, że ludzie są źli, ale dlatego, że wymaga philia. To greckie słowo tłumaczone wprost oznacza nie tylko „przyjaźń”, lecz także coś głębszego: poczucie przynależności do tej samej wspólnoty, dzielenia tego samego losu. Bez philia nie ma polis, a bez polis nie ma demokracji. Zostaje tylko tłum i tyran, który nim zarządza.
