Pelosi na wulkani. "Jeśliby upadł i Kijów, i Tajpej"
Pelosi na wulkanie. "Jeśliby upadł i Kijów, i Tajpej – to byłby to koniec amerykańskiej wiarogodności i hegemonii w świecie"

Jeśliby upadł i Kijów, i Tajpej – to byłby to koniec amerykańskiej wiarogodności i hegemonii w świecie.
Ostatnimi czasy polityczna kwestia Tajwanu staje po raz pierwszy na ostrzu noża w polityce światowej.
Dziewiętnastogodzinny przystanek Nancy Pelosi w Tajpej podczas jej podróży po wschodniej i południowej Azji wywołał zamieszanie polityczne o skali znacząco przewyższającej rzeczywiste znaczenie tego faktu. Pekin i Moskwa wytoczyły najcięższe armaty propagandowe przeciw tej wizycie, uznając ją za czystą amerykańską prowokację, podejmowaną z pełną premedytacją. Armia komunistycznych Chin na gwałt przyspieszyła rozległe manewry morskie i powietrzne wokół Formozy, otaczając wyspę swoimi okrętami wojennymi z wszystkich stron i oddając strzały ostrą amunicją na wodach wąziutkiej Cieśniny Tajwańskiej. W sieci można było oglądać zdumiewające filmiki przedstawiające kolumnę chińskich czołgów, przemieszczającą się po plaży gęsto zaludnionej przez wczasowiczów, wzdłuż wybrzeża prowincji Fujian, tak jakby za chwilę miały być one ładowane na okręty desantowe z zamiarem inwazji wyspy. Jeden z czołowych chińskich propagandzistów Hu Xijin (w przeszłości naczelny dziennika „Global Times”, kto wie, czy nie najbardziej kłamliwej gazety na naszym globie) zażądał nawet na Twitterze od Xi Jinpinga wydania rozkazu… zestrzelenia amerykańskiego samolotu z przewodniczącą Kongresu na pokładzie, nim jeszcze zdoła on wylądować w Tajpej.
