Oscar dla kina familijnego i jak łamać tabu, którego nie ma?
Oscar dla kina familijnego i Jak łamać tabu, którego nie ma? "Utonęło ono w głębokiej wodzie postmodernizmu"

Melinda bez żadnych hamulców flirtuje i romansuje z mężczyznami. Robi to na oczach godzącego się na wszystko Vica i ich wspólnych przyjaciół, którzy są coraz bardziej zgorszeni.
Oscar dla kina familijnego
Tegoroczne Oscary przeszły do historii wyłącznie dzięki temu, że oburzony żartami ze swojej żony Will Smith dał na scenie z liścia komikowi Chrisowi Rockowi. Kilka chwil potem, odbierając Oscara za główną rolę w filmie „King Richard”, przeprosił i mówił o pokusach diabła oraz o Bogu. Tadeusz Łysiak nie dostał Oscara za swoją wspaniałą krótkometrażową „Sukienkę”, zaś „Diuna” musiała się obejść smakiem statuetkami głównie technicznymi. W niewesołej sytuacji jest także Sean Penn, który wprost z Warszawy obiecywał w CNN, że stopi i zniszczy publicznie swoje dwa Oscary, jeżeli na gali nie pojawi się nagranie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Nie pojawiło się, tak jak nie pojawiły się mocne wystąpienia przeciwko rosyjskiemu ludobójstwu. Co prawda współprowadząca galę Amy Schumer użyła słowa ludobójstwo, Ukrainka Mila Kunis celebrowała minutę ciszy, a kilka gwiazd miało wstążkę w ukraińskich barwach, ale wszystko to zniknęło w zalewie samozadowolenia hollywoodzkich elitek, które nawet w pięciu procentach nie potępiły Rosji, tak jak potępiali George’a W. Busha za atak na Irak. Cieszę się natomiast, że Oscara za najlepszy film zdobyła skromna i niezależna „Coda”, pokonując faworyta, czyli „Psie pazury”, który jest na tyle demolującym mitologię Dzikiego Zachodu westernem, że legenda gatunku Sam Elliott nazwał go publicznie gównianym filmem. Ja się z jednym z moich ukochanych aktorów nie zgadzam i uważam film Jane Campion (Oscar za reżyserię) za kawał mięsistego kina. Moje serce leżało jednak bliżej „Belfastu” Kennetha Branagha (Oscar za scenariusz) i właśnie nagrodzonej trzema Oscarami „Cody” Sian Heder. Napisałem nawet kilka dni przed galą, że „Coda” może być tegorocznym „Rockym”, który w 1976 r. niespodziewanie pokonał tak wielkie filmy jak „Taksówkarz” czy „Wszyscy ludzie prezydenta”. Miałem rację. „Coda” zdobyła dokładnie tyle samo statuetek co napisany przez nikomu wówczas nieznanego Sylvestra Stallone’a „Rocky”. „Coda” jest prorodzinnym i po prostu mądrym filmem o uroczej rodzinie z małego, rybackiego miasteczka w stanie Massachusetts. Ruby (Emilia Jones) jest z pozoru typową nastolatką kończącą liceum. Jest wybitnie utalentowana muzycznie i ma szansę na stypendium w wymarzonym Bostonie. Na przeszkodzie stoją rodzinne obowiązki. Ruby jako jedyna ze swojej rodziny urodziła się zdrowa. Jej rodzice (Troy Kotsur, Marlee Matlin) oraz brat (Daniel Durant) są głuchoniemi. Ruby od dziecka jest ich naturalnym łącznikiem ze światem. Dzięki jej pełnosprawności mogą wypływać w morze i normalnie pracować. Nie są roszczeniowi i nie narzekają na swój los. Rodzice Ruby mają wolnościowego ducha w sferze seksualnej, ale też dziarsko walczą o prawa rybaków z lokalnymi notablami. Co jednak z marzeniami ich córki? Ruby urodziła się w pełni zdrowa i wie, że musi płacić za dar, którego pozbawieni są jej najbliżsi. Dzięki nauczycielowi muzyki (Eugenio Derbez), który odkrywa jej wielki talent, inaczej patrzy na swoje poświęcenie dla rodziny i istotę miłości do nich. Czy miłość zawsze polega na bezwarunkowym poświęceniu? Czy rodzice są w stanie odspawać od siebie mającą, o ironio!, szansę na karierę muzyczną córkę? Sian Heder została nagrodzona Oscarem za świetny, słodko-gorzki adaptowany scenariusz (film jest remakiem francuskiego obrazu), ale o sile „Cody” decyduje fenomenalny aktorski kwartet. Grająca matkę Marlee Matlin w 1987 r. zdobyła Oscara za drugoplanową rolę głuchej dziewczyny w „Dzieciach gorszego Boga” Randy Haines. Teraz jej sukces powtórzył Troy Kotsur, który stworzył pełną aktorską kreację. W pełni zasłużył na tegorocznego Oscara. Podziwiamy aktorów, którzy bez słów potrafią wyrazić emocje. Haines i Kotsur, ale również wcielający się w ich syna Durant swoje emocje codziennie muszą wyrażać bez słów. Tworzą na ekranie niesamowitą energię, która szybko was zarazi. Nie jest to jednak tylko feel good movie. Heder potrafi wybić z rytmu przyjemnej małomiasteczkowej opowieści, dotykając najintymniejszych i wstydliwych rozterek (czy głucha matka nie wolałaby mieć głuchego dziecka etc.), jakie mogą mieć osoby z niepełnosprawnościami. „Coda” nie dostała Oscara tylko ze względu na poprawność polityczną, która premiuje filmy, gdzie osoby z niepełnosprawnościami grają same siebie. Heder nakręciła bardzo uniwersalny film o każdej rodzinie. To opowieść o wchodzeniu w dorosłość, pokonaniu strachu przed dojrzałością i samodzielnością. Kino familijne w dosłownym tego słowa znaczeniu wygrało najważniejsze Oscary!To pokrzepiające w tak brutalnych czasach.
„Coda” dostępna na Apple TV
