Ordynator w Senacie, czyli Grodzki na równi pochyłej
JAKUB MACIEJEWSKI I WOJCIECH BIEDROŃ W "SIECI": Ordynator w Senacie, czyli Grodzki na równi pochyłej

Senaccy urzędnicy od komunikacji opublikowali dumne relacje i zdjęcia, amerykańska burmistrz nie wspomniała zaś o tym ani słowem.
Miał być opozycyjną redutą, z której wyjdzie ostateczny upadek rządów PiS, bastionem liberalnej demokracji w Polsce, pokazem najwyższych standardów etosu państwowego. Po dwóch latach wokół marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego unosi się nie majestat „trzeciej osoby w państwie”, ale opinia o żenującym polityku z przerośniętym ego, także wypowiadana w PO. Co poszło nie tak?
Gdy prof. Tomasz Grodzki został wybrany na marszałka Senatu, całą Polskę obiegło nagranie, jak w triumfalnym geście wznosi dwa palce na znak zwycięstwa. Było to nawiązanie do zachowania Tadeusza Mazowieckiego, który w ten sposób ogłaszał zwycięstwo nad komunizmem po tym, jak został premierem. Grzegorz Schetyna miał prawo świętować – jego koncepcja zjednoczonej opozycji okazała się słuszna, choć w „pakt senacki”, czyli podział mandatów między partie antypisu, nie wierzyli nawet zaprzyjaźnieni z Platformą Obywatelską politolodzy.
