Ojcobójstwo w Agorze. Z "GW" uciekają najbardziej znane nazwiskaOjcobójstwo w Agorze. "Upadek Michnika nie jest kwestią ostatnich dni. Zaczął się ponad 20 lat temu"

Dla jednych był legendą, autorytetem, guru. Dla drugiej strony, prawicowej, to szarlatan i szkodnik. Adam Michnik. Dziś dla jednych i drugich jest nikim. Stracił jakiekolwiek znaczenie. Bynajmniej nie z powodu wieku. Jego dawni podwładni i wychowankowie całkowicie pozbawili go władzy, a teraz odbierają mu nawet szacunek.
Brutalna wojna między zarządem spółki Agora a redakcją „Gazety Wyborczej” trwa już kilka lat. Wygląda na to, że powoli dobiega końca, a finałem będzie całkowita pacyfikacja „Wyborczej” przez zarząd. Prawdopodobnie nawet likwidacja istniejącego już 37 lat tytułu.
Spektakularnym elementem tego finału, choć już bez realnego znaczenia, będzie kompletna degradacja Adama Michnika. Założyciel „GW” i jej wieloletni szef przegrywa kolejne bitwy w wojnie z zarządem. A teraz jest publicznie i celowo upokarzany.
Redaktor kontra zarząd
Pod koniec sierpnia odbyło się spotkanie zarządu i kierownictwa „GW”. Tematem była sprawa zwolnienia prawników reprezentujących „Wyborczą”, czego chce zarząd, a sprzeciwia się redakcja.
Podczas środowego spotkania Adam Michnik po raz pierwszy zobaczył na żywo, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Musiał zrozumieć, że zarząd nawet nie stwarza pozorów, że traktuje go poważnie i darzy elementarnym szacunkiem
– czytamy na branżowym portalu Press.
Każdy postulat Michnika był odrzucany lub ignorowany, a forma spotkania była dla niego policzkiem.
Michnik pojawił się tam osobiście, co było zaskoczeniem dla uczestników, bo rzadko bywał na tego rodzaju zebraniach. W trakcie okazało się, że jeden z członków zarządów, Bartłomiej Chmiel, połączył się zdalnie z siłowni. Zostało to odebrane jako przejaw lekceważenia. Na dodatek wypowiadał się w sposób, który przedstawiciele „GW” uznali za bardzo arogancki. Usłyszeli od niego, że nie mają prawa interesować się takimi kwestiami jak obsługa prawna ich redakcji.
