OGNIEM NA WPROST. Z porożem po Zaporożu, czyli seksafera
OGNIEM NA WPROST. Z porożem po Zaporożu, czyli seksafera u Moskali

Zdrada dwóch najbliższych osób to poważny cios. Nie wiadomo, co gorsze: zginąć od ukraińskiej rakiety, czy biegać z porożem po Zaporożu.
Nie tak dawno Tryzuby obchodziły Dzień Artylerzysty. Także zasłużona w ofensywnych bojach elitarna 128. Górska Brygada Szturmowa.
Wielu chłopaków stanowiących jej skład pochodzi z Zakarpacia i gada po łemkowsku. Za ofiarne walki na froncie zaporoskim dowództwo postanowiło ich odznaczyć. W Orzechowie na Zaporożu zebrano najlepszych artylerzystów z tej jednostki w celu wręczenia im nagród. I wszystko skończyłoby się happy endem, gdyby nie dowódca Dymitr Łysiuk, który spóźnił się na ceremonię ponad pół godziny. Przez ten czas żołnierze czekali w szyku na swojego szefa. W międzyczasie odnalazł ich rosyjski dron, który naprowadził rakietę. Dowódca przyjechał na miejsce dwie minuty po eksplozji. W wyniku ataku zginęło 19 żołnierzy, w tym 9 oficerów. Wśród nich prawdziwe asy artylerii. Łysiuka wyrzucono za to zachowanie na zbity pysk, a prokuratura wojskowa wszczęła wobec niego śledztwo. Ten wojskowy to w ogóle dziwna postać. Niegdyś karany za przemyt papierosów z Ługandy (ruski bantustan zwany oficjalnie Ługańską Republiką Ludową), został dowódcą elitarnej jednostki w Siłach Zbrojnych Ukrainy (SZU). Sprawa Łysiuka może mieć drugie dno, bowiem okazuje się, że 128. brygadę od dawna prześladuje dziwny pech, a namierzenie i trafienie 8 km od linii frontu nieszczęsnych artylerzystów raczej nie było przypadkowe. Ukraińcy zarządzili żałobę i zapowiedzieli zemstę. Tak się zakończył pierwszy akt dramatu pt. „Dzień Artylerzysty”.
