OGNIEM NA WPROST. Szturm na motocyklach
OGNIEM NA WPROST. Szturm na motocyklach. Propozycja: zrzucenie bomby atomowej na Polskę

Każdy reżim musi mieć swojego Giertycha.
W zeszłym tygodniu pisaliśmy o nowej taktyce Moskali przełamywania ukraińskich liniowych pozycji obronnych zwanej potrójnym uściskiem. Do pełni opisu należałoby dodać to, na co zwróciła uwagę ukraińska wojskowa grupa analityczna Frontelligence Insight w raporcie „Dragoni XXI wieku: analiza rosyjskiej taktyki szturmów motocyklowych”. Okazuje się, że tam, gdzie istnieje szansa na przełamanie pozycji, normalnie posyła się wojska zmechanizowane. Ponieważ Moskal cienko stoi ze sprzętem opancerzonym do podwożenia grup szturmowych, wpadł na pomysł wykorzystania sekcji na motocyklach i quadach. Tania chińszczyzna – enduro (motocykle terenowe) za jedyne 1,6 tys. dol. sztuka absolutnie zaspokajają potrzeby takiej jednostki. Szkolenia z użyciem tych pojazdów odbywają się na prowizorycznych torach przypominających trasy motocrossowe. W ramach ćwiczeń duży nacisk kładzie się na unikanie pozorowanych ataków dronów kamikadze. Taka grupa szturmowa składa się zazwyczaj z 6–8 motocykli i maksymalnie 2 żołnierzy na jedną maszynę. Daje to całkowitą liczbę personelu wynoszącą średnio 6–16 osób. Co najmniej jeden motocykl w grupie jest wyposażony w system wykrywania dronów, który skanuje teren pod kątem ich obecności. Ponadto grupy mają docelowo przenosić 2–3 stacje walki elektronicznej zamontowane bezpośrednio na motocyklach lub noszone w plecaku, aby podczas ataku zakłócić komunikację między dronami a ich operatorami. Sam pomysł nie byłby taki głupi, gdyby nie wrodzona bądź nabyta tępota dowódców polowych. Z analizy wynika, że Kacap ma poważne problemy z koordynacją działań różnych rodzajów sił zbrojnych, nawet na poziomie kompanii czy batalionu. Choć w założeniu motocykle mają zwiększyć skuteczność małych grup szturmowych, w praktyce ich wykorzystanie często kończy się fiaskiem. Ruski, jak to ruski – choćby nie wiem, jak się natężał, to wyżej „bioder” nie podskoczy.
Jeden z ukraińskich leopardów 2 A4 oberwał serią 10 dronów FPV (First Person View – dron pilotowany poprzez podgląd na żywo z kamery umieszczonej na bezzałogowcu). Jak na dzisiejsze standardy nie jest to najlepiej chroniony czołg. Ten akurat otrzymał osłony siatkowe nad stropem wieży oraz kostki pancerza reaktywnego Kontakt-1, co znacząco zwiększyło jego przeżywalność. Według informacji podanej przez 508. Samodzielny Batalion Remontowo- -Naprawczy na portalu X zmasowany atak bezzałogowców spowodował nawet eksplozję magazynu amunicji. W ruskich czołgach kończy się ona popisowym lotem kilkutonowej wieży na wysokość paru pięter, a nasz czołg zdołał przejechać jeszcze 500 m z żywą załogą. Magazyn amunicji w leopardzie 2A4 jest oddzielony od przedziału załogi pancerną płytą, a z wierzchu zabezpieczony tylko stosunkowo cienką blachą, która po eksplozji rozlatuje się, kierując siłę wybuchu w powietrze. Na filmie z zakładów naprawczych widać ślady pożaru po prawej stronie maszyny. Mimo to pojazd nadaje się do naprawy. Jeśli poważniejszej, to wyląduje w naszych zakładach Bumar-Łabędy, a jeśli nie, zrobią go na miejscu w 508. Batalionie. Tak czy inaczej, leopard ma twardy czerep.
