OGNIEM NA WPROST. Po Wenezueli pora na KubęOGNIEM NA WPROST. Po Wenezueli pora na Kubę. "Chodzi o wyjęcie kraju z rąk kubańsko-rosyjsko-chińskiej agentury"

Ameryka buduje świat, w którym nie ma miejsca na działania sprzeczne z interesem USA.To nie zabawa z liberalnymi, bojącymi się obrońców praw człowieka pożytecznymi idiotami – to rozprawa z bardzo wkurzonym imperium. Można fikać, dopóki u brzegów nie pojawi się US Navy.
Żona dyktatora Wenezueli Cilia Flores, zwana Pierwszą Wojowniczką kraju Simóna Bolívara, była faktyczną władczynią tego państwa. Jej mąż Nicholás Maduro, z zawodu szofer autobusu ( jak u nas Władek Frasyniuk), to półdebil, który jak małpa w cyrku był wystawiany na pokazy dla gawiedzi. Istnieje uzasadnione podejrzenie graniczące z pewnością, że Flores została zwerbowana przez ruski wywiad, który opłacił jej studia i pomagał w karierze. Pochodziła bowiem ze slumsów i bez pomocy nie mogłaby raczej skończyć płatnego uniwersytetu w Caracas. Nie dziwota, że później jako szefowa parlamentu i pierwsza dama optowała za sprzedażą za bezcen połowy wenezuelskiej ropy Moskwie na zmianę z Pekinem. Dzięki sprytnym politycznym intrygom zrobiła swojego męża ( jego inteligencja jest porównywalna z frasyniukową) prezydentem, by dokończyć dzieło poprzednika Maduro. I tak Wenezuela stała się chińsko- -moskiewsko-kubańską kolonią, w której kubańskie służby i najemnicy Kremla utrzymywali przy władzy powolnych sobie, ale znienawidzonych przez naród ludzi w zamian za dostęp do surowców. Przy czym Kuba stała w pozycji absolutnie bezpośredniego kolonizatora, natomiast Kacapia i Chiny wystąpiły w relacji neokolonialnej, jak np. Francja względem Afryki. Relacja niszcząca dla totalnie eksploatowanych gospodarki i ludności Wenezueli (co czwarty Wenezuelczyk jest na emigracji). Przy najniższej płacy na poziomie kilku dolarów miesięcznie Wenezuelczycy dosłownie pracowali za miskę ryżu. Dodatkowo poprzez Cháveza, a potem Maduro Moskwa, Pekin i Hawana sponsorowały terrorystyczne partyzantki, podkręcali konflikty graniczne z Gujaną, słowem – destabilizowali cały region. Ponadto za pomocą migracji i narkotyków (Kartel Słońc – od przypominających miniaturowe słońca gwiazdek na naramiennikach wenezuelskich generałów) rozwalali od środka USA. I to był główny powód amerykańskiej interwencji – na razie chirurgicznej.
W maju ub.r. Rosja i Wenezuela podpisały porozumienie o partnerstwie strategicznym. Delegacja chińska tuż przed amerykańską akcją przybyła do Caracas, żeby wyrazić całkowite poparcie dla Maduro. Jeśli teraz zgodziliby się na jego uprowadzenie przez Amerykanów, jak na to popatrzą w Brazylii, Nikaragui, na Kubie czy w RPA? Jeśli Moskwa i Pekin oddadzą swoich sojuszników Amerykanom, jak do tego podejdą w Delhi czy… Korei Północnej? Nie, nie chodziło bowiem o zmianę ustroju. Chodziło o wyjęcie kraju z rąk kubańsko-rosyjsko-chińskiej agentury. Chiny i Kacapia utraciły coś jeszcze – bardzo ważne źródło taniej ropy naftowej i dodatkowych dochodów z jej sprzedaży. To nie odbije się na ich potencjale gospodarczym i militarnym dziś, jednak jutro i pojutrze istotnie na nich zaważy. Zwłaszcza że ropa naftowa jest potrzebna do wyprodukowania oleju napędowego i mazutu, stosowanych w napędach do starszych typów okrętów wojennych. Po prostu chińska marynarka wojenna potrzebuje tego rodzaju surowca do działania. Poza tym opanowanie i podporządkowanie Ameryki Łacińskiej uwalnia siły USA do aktywności poza Ameryką. Stany nie będą musiały uważać na to, co się dzieje w ich bezpośrednim zapleczu, bo będą to robić wspierane przez nie rządy lokalne. To pozwoli Amerykanom działać i na froncie europejskim, i azjatyckim, który jest priorytetowy. Bo tu – według analityków – zagrożenie atakiem Kremla na wschodnią flankę NATO wzrosło.
