OGNIEM NA WPROST. Gazową rurą na drugi świat
OGNIEM NA WPROST. Gazową rurą na drugi świat

Sytuacja wojskowa nie jest dla Rosjan korzystna. Szczególnie w kontekście negocjacji pokojowych. Można się domagać oddania terytoriów, kiedy się idzie do przodu, a nie gdy się utknęło lub się cofa.
Na froncie dawno już nie było takiej młócki w tak krótkim czasie. Zaczęło się od zniszczenia przepompowni koło Sudży, tuż przy granicy z Ukrainą. Stamtąd dalej na Zachód biegnie dalszy ciąg nitki rurociagu Progres. W rurze nie było gazu, bo od inwazji na Ukrainę nie tłoczy się tego surowca z Rosji do Europy ani rurociągiem Progres, ani Przyjaźń. No to Moskal wpadł na świetny pomysł, żeby rurą, w której zostały resztki starego gazu (5–10 proc.), posłać bojców do ataku na tyły Tryzubów. I wszystko by było OK, gdyby desant nie podusił się na amen. Żeby uniknąć powtórki z rozrywki, Ukraińcy doprowadzili do wybuchu resztki gazu, rozwalając przepompownię. Na razie jest spokój z durnymi pomysłami. Choć nie do końca. W Jekaterynburgu przeor miejscowego klasztoru putinosławnego zorganizował wystawę pomnik słynnej rury. Jest to dokładnie taka sama rura, w jakiej udusili się bojcy.
Potem zaatakowano składy kacapskiej amunicji lotniczej, w tym rakiet, którymi jest bombardowana Ukraina, na lotnisku w mieście Engels. Problem polega na tym, że nie do końca wiadomo, czym Ukry to zrobiły. Walnęło tak, że w promieniu 7,5 km od epicentrum wybuchu wyleciały szyby z okien. Skala rosyjskich strat w magazynie w Engelsie jest potężna. Ocalała jedna piąta budynków. Prawie dwie trzecie przeminęło z hukiem. Kijów twierdzi, że to dron. Ale rzeczywistość wskazuje na siłę uderzenia rzędu rosyjskich rakiet Ch-55/101. Czort jedyny wie, jaki nowy wynalazek zmontowali ukraińscy inżynierowie. Dzień po ataku na lotnisko w Engelsie tym razem na pewno dron przywalił w lotnisko w Marinowce koło Wołgogradu. Smaczek jest taki, że do Marinowki zostały alarmowo przebazowane trzy moskiewskie odrzutowce Su, kiedy Tryzuby ujawniły, że mają rakiety i drony zdolne sięgnąć i zniszczyć rosyjskie lotniska w pobliżu Ukrainy. Nie ma potwierdzenia, ale wiele wskazuje na to, że to one były celem ataku. Jakby tego było mało, ukraińskie drony uderzyły w magazyn Naftatrans Kaukaska koło Archangielska. Pożar trwał przez kilka dni, a od ognia zapalały się kolejne obiekty. W końcu strażacy przestali gasić, a jedynie pilnowali, żeby nie zapaliło się nic więcej. Wybuchły i spaliły się przynajmniej trzy z pięciu zbiorników na ropę. Cała instalacja była warta 350 mln dol. Ale nie to jest najgorsze (dla Moskwy). Kaukaska była stacją przeładunkową, która tłoczyła ropę do rurociągu kaukaskiego, transportującego też paliwo z Kazachstanu. Od minionej środy rosyjska ropa nie będzie do niego dopływać przez nieokreślony czas. A wolumen tego towaru wynosił ponad 1,5 mln baryłek dziennie! O Krymie nawet nie wspominam, bo tam Tryzuby zrobiły sobie poligon strzelecki dla dronów. I tak to leci.
