Oczy ukraińskiej armii. Najlepsi droniarze
Oczy ukraińskiej armii. Co ciekawe, najlepsi droniarze to często gracze, którzy pół życia spędzili na graniu na komputerze

Kiedyś wcielali się wirtualnych żołnierzy np. II wojny światowej, teraz walczą w realu.
Okopy, ziemianki, bombardowania, ruiny, deportacje i gwałty są w tej inwazji niemal takie same jak w czasie I czy II wojny światowej. Nowym zjawiskiem rosyjsko-ukraińskiego konfliktu są walki dronów, prowadzone przez specjalne oddziały.
Nad ranem nie bardzo jest czas, by się zastanawiać, co za przeklęty los cię właśnie spotyka. Opuszczona chata na obrzeżach wioski oddalonej o 6–7 km od rosyjskich pozycji, obdarte tapety, piec kaflowy ogrzewający izby jak sprzed 100 lat, siedmiu chłopa w niewielkim pokoiku na porwanych łóżkach polowych i cholerny budzik nastawiony na godz. 4.00. Dyżurny w kuchni podgrzewa wodę na kawę, wystawia chleb, ser i wędliny, a ty zakładasz stopniowo całe to wielokilogramowe oporządzenie. Kamizelka kuloodporna z gorszej klasy wkładami, metalowymi płytkami, w sumie 8 kg, do tego hełm, karabin, pasy z magazynkami, kieszonki na termowizor, torba ze sprzętem, powerbankami, starlinkiem. I jeszcze to, co najważniejsze: drony Mavic 3, które będą śledzić okopy wroga. Człowiek po pięciu godzinach snu, po nocy takiej samej jak 90 wcześniejszych, nad ranem zdaje się jeszcze spać i jedynie odruchowo, wyuczonymi ruchami sprawdza, czy na pewno cała elektronika załadowała się w nocy prądem z generatora na ropę, następnie myje się w zlewie, wypija czarną jak gleba kawę z menażki i liczy, czy wszyscy już są gotowi do wyjazdu. To codzienność aerorazwiedki – zwiadu powietrznego, operującego dronami.
