Nasza wieczna przepychanka. "Oddano Niemcom"
Nasza wieczna przepychanka. O relacjach z tymi sąsiadami. "Za dużo w nich złej woli i kłamstwa"

O polskich możliwościach przekonani są również nasi notoryczni sąsiedzi. A oni, jak wiadomo, nie życzą sobie polskich możliwości rozwojowych!
W odległej epoce zwanej prylem napisałem utworek „Przepychane tango”. Dotyczyło ono ówczesnej, jak ją określano, gospodarki niedoborów. Nazywano ją również gospodarką nakazowo-rozdzielczą. Ustrój komunistyczny to był jeden wielki niedobór nakazany przez Moskwę i rozdzielny przez lokalny aktyw. Ludzie doprowadzeni do skrajnej sytuacji musieli się nieustannie przepychać, żeby cokolwiek załatwić. Szkołę dla dziecka, malucha dla żony, wczasy dla teściów… Podaż wszelkich dóbr była zbyt mała, popyt na wszystko zbyt duży. Nieco namolnie wyjaśniam obecnej młodzieży dokuczliwą potrzebę przepychania się wśród tłumu podobnych biedaków w celu osiągnięcia luksusowego dobra, np. sokowirówki „szerszeń”, kanapy ze Swarzędza typu Ludwik IV.
Minęły lata burzliwych przemian, hurt z detalem, produkcja i dystrybucja, zbyt z odbytem zostały sprywatyzowane, czyli oddane Niemcom. Towarzysze Miller z Kwaśniewskim zapisali nas do Unii Euro. Nastał wolny rynek, w gmachu KC ruszyła giełda, zasłużeni sekretarze przerobili się na wspólników Skarbu Państwa, rosły szybkie fortuny. Skończył się tłok w kolejkach, lecz po jakimś czasie nieoczekiwanie zrobił się tłok na naszych granicach. Najpierw w 2021 r. od strony Białorusi, teraz od strony Niemiec wpychają się do Polski tabuny nieznanych nam nieproszonych gości. Znowu mamy tłok. Znowu „przepocone panie, przepici panowie, przepychają siebie, przepychają sobie”, jak śpiewałem w poprzednim ustroju.
