Naim Süleymanoğlu i Adam Musiał…Naim Süleymanoğlu i Adam Musiał…Bohaterzy, legendarni piłkarze

Gdyby nie oberwanie chmury w półfinałowym meczu na mundialu równo pół wieku temu z gospodarzami – Niemcami, może Adam Musiał sięgnąłby z Biało-Czerwonymi po mistrzostwo świata.
W dniu, w którym ten numer „Sieci” będzie już dostępny, mijają rocznice śmierci dwóch sportowców: jednego o znaczeniu globalnym, a drugiego ważnego dla polskiego sportu. O pierwszym z nich nakręcono poruszający film. Nazywał się… No, właśnie. Urodził się jako Turek, obywatel Bułgarii. Był wtedy Naimem Sulejmanowem. Po „reformie” polegającej „zbułgarszczeniu” tureckich nazwisk został Naumem Szałamanowem. Gdy uciekł do Turcji, występował już jako Naim Süleymanoğlu.
Gdy pod koniec ub.w. ogłoszono listę dziesięciu najlepszych sztangistów w dziejach podnoszenia ciężarów, zajął na niej pierwsze miejsce. Nic dziwnego. Jako reprezentant Turcji 3 razy był mistrzem olimpijskim, 7 razy wywalczył mistrzostwo świata (w tym 2 razy jako reprezentant Bułgarii), prawie 50 razy bił rekordy świata. Miał zaledwie 148 cm wzrostu, stąd jego pseudonim „Kieszonkowy Herkules”. Jako drugi w dziejach swojej dyscypliny podniósł ciężar… trzykrotnie większy od własnego. Aby komunistyczna Bułgaria zezwoliła na występ uciekiniera Süleymanoğlu na igrzyskach olimpijskich w Seulu jako reprezentanta muzułmańskiej Turcji, Ankara musiała przekupić władze w Sofii gigantyczną jak na owe czasy kwotą 1 mln dol. Jego ucieczka do ojczyzny przodków mogłaby być scenariuszem filmu sensacyjnego.
