Nadzieja po katastrofie. Oto skutki październikowych wyborów
Nadzieja po katastrofie. Przebudzenie społeczne: 56 proc. Polaków ocenia sytuację w Polsce jako złą

Skutki październikowych wyborów parlamentarnych są opłakane: degradacja gospodarcza i społeczna, upadek państwa prawa, coraz jaśniej artykułowany status półkolonii, gwałtowny spadek pozycji międzynarodowej
Po nieco ponad roku od przejęcia władzy przez koalicję 13 grudnia nie ulega wątpliwości: październikowe wybory były narodową klęską. Skutki są takie jak po przegranej wojnie: degradacja gospodarcza i społeczna, upadek państwa prawa, coraz jaśniej artykułowany status półkolonii, gwałtowny spadek pozycji międzynarodowej. Symbolicznie tak żywa wcześniej debata geopolityczna nagle wygasła, przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. To zrozumiałe: o geopolityce można rozmawiać w sytuacji elementarnej podmiotowości. Gdy jej brakuje, taka rozmowa nie ma większego sensu.
Ostatni rok to czas walki o zachowanie podstawowej architektury instytucjonalnej obozu niepodległościowego. Ekipa Tuska nawet przez moment nie podjęła poważnej próby konkurowania z poprzednikami na polu jakości rządów, ambicji, konkretnych osiągnięć. Od pierwszego dnia plan był inny: realizować cele narzucone z zewnątrz, wziąć wszystko za twarz, spacyfikować konkurencję, a polityków opozycji skryminalizować, wsadzić do więzienia, skazać, pozbawić pieniędzy. Wraz z upływem czasu nie ma już możliwości odwrotu, a represje są jedynym kursem, jaki władza może obrać. To swego rodzaju wyścig: czy zdoła złamać kręgosłup obozowi niepodległościowemu zanim społeczeństwo zorientuje się, że zostało oszukane, czy też jednak nastąpi odwrotny proces?
