Morale. Duch Święty widziany na przejściach granicznych
Morale. "Zawołany przez Jana Pawła II Duch nie spoczął na laurach. Był widziany na przejściach granicznych z Ukrainą"

Tych, którzy wysiewają nam kąkol i perz między pszenicą, wyślijmy do diabła. Tak po prostu.
Jednym z terminów, które w rzeczywistości wojennej zyskały ostatnio na popularności, jest słowo „morale”.
Wedle Słownika języka polskiego PWN oznacza ono „gotowość do wypełniania obowiązków, znoszenia trudów i niebezpieczeństw oraz poczucie odpowiedzialności i wiara w sukces”. Mówi się o wysokim morale walczących Ukraińców i niskim, wciąż spadającym morale żołnierzy Putina. Jak pokazuje historia tej wojny, to historia nie tylko dział, rakiet i czołgów, lecz także historia morale, które jest jak proch do nabojów, jak paliwo do czołgów. Niskie morale to marne rakiety i kiepskie naboje. Po rosyjskiej stronie żołdacy o wyglądzie młodocianych, a niekiedy dziecinnych blokersów nie bardzo wiedzą, o co i po co mają walczyć. Ich jedyna motywacja to konieczność wypełniania rozkazów, bo tak jest właśnie w wojsku. Dodatkową motywacją są oddziały za ich plecami, które mają uniemożliwiać dezercję. To stara wypróbowana w czasie II wojny metoda ruskich. Tam człowiek, czy to marynarz z okrętu podwodnego Kursk, czy to piechur na Ukrainie, nie ma żadnego znaczenia. Putin i jego generałowie z życiem zupełnie się nie liczą. Pod warunkiem, że to nie ich życie.
