Metody z Woronicza. "Prowokacja była celem"
Metody z Woronicza. "Prowokacja była celem, a nie skutkiem ubocznym." Debatę zastępują prowokacje

Warto spojrzeć na liczby. W przywoływanym fragmencie 60 proc. czasu antenowego zajęły kwestie prowadzącej. To nie była rozmowa.
Emocje po starciu Justyny Dobrosz-Oracz z senatorem PiS Wojciechem Skurkiewiczem i jego „zamachu” na mikroport pokazują jedną rzecz: w ich wersji debaty nie chodzi o żadną rozmowę, tylko o polowanie. Pocięte materiały telewizji rządowej, pokrojone na sekundy „owoce” prowokacji mają zastąpić wiedzę, kontekst i proporcje. A przecież mówimy o człowieku, który od 18 lat pracuje w parlamencie, kierował komisją obrony, a jako wiceminister odpowiadał za bezpieczeństwo państwa w najtrudniejszych latach – pandemii, ataku hybrydowego Mińska i pełnoskalowej agresji Rosji.
Tymczasem w telewizji rządowej w likwidacji widzieliśmy karykaturę: polityka przedstawionego jak „ostatni dzikus”, bo dał się sprowokować. Dał – i to jego błąd. Ale prowokacja była celem, a nie skutkiem ubocznym.
