MAREK PYZA I MARCIN WIKŁO. Czyja nadzieja?MAREK PYZA I MARCIN WIKŁO. Czyja nadzieja? "Mogą decydować o tym, kto od jesieni będzie rządził Polską"

Czy sama Konfederacja wie, co zrobi? Czy też zacznie się nad tym poważnie zastanawiać w październikowy wieczór, gdy poznamy wyniki wyborów.
Kilkanaście procent poparcia, 50–70 posłów w Sejmie i odrzucenie wszelkich propozycji koalicyjnych – to ambitny, może nawet nieco bezczelny plan na jesień. W przyspieszonych wyborach – to planu ciąg dalszy – wynik ma być jeszcze lepszy. Sławomir Mentzen gra o wysoką stawkę. Dziś może nosić głowę wysoko w chmurach, bo sondażowa fala niesie jego formację ku gwiazdom. Czyim kosztem? I ile jest prawdy w dywagacjach, że w tej astralnej podróży Konfederacja pod rękę z PO spróbuje zniszczyć PiS?
Dla wielu to wciąż nie do wyobrażenia, ale czas przyzwyczaić się do tego stanu rzeczy: trzecią siłą w polskiej polityce jest Konfederacja. Ten zlepek środowisk często znacznie od siebie oddalonych nie tylko przetrwał, lecz także okrzepł i usadowił się jako główny rozgrywający między dwoma największymi blokami. I choć konfliktów tam co niemiara, struktury rachityczne i chwiejne, a dostęp do wielkich mediów niewielki, to właśnie formacja libertariańsko-konserwatywna (sic!) może decydować o tym, kto od jesieni będzie rządził Polską.
