Liberalna demokracja jako neokomunizmLiberalna demokracja jako neokomunizm. Władza należy się tym, którzy szczytny cel realizują

To, co robi dziś w Polsce Tusk, jest nie tylko próbą wpisania Polski w europejskie imperium zarządzane z Berlina, Paryża i Brukseli.
Marsjanin, który postanowiłby się zainteresować dziejami Polski, miałby twardy orzech do zgryzienia. Ci sami, którzy po upadku totalitarnego systemu, terroryzującego Polaków i podporządkowującego ich obcym interesom, blokowali pociągnięcie do jakiejkolwiek odpowiedzialności jego zarządców i nadzorców, 30 lat później nawołują do odwetu na tych, którzy zgodnie z regułami demokracji rządzili wcześniej.
W początkach III RP piętnowany był już nie tylko pomysł na rozliczenie nomenklatury, która w imię swoich korzyści realizowała w Polsce moskiewski porządek, ale jakakolwiek próba weryfikacji stanowisk jej członków i ujawnienia ich wcześniejszej aktywności. Próba odebrania nieprawnie zagarniętego Polakom majątku przez dyktatorsko władającą krajem PZPR została nazwana „bolszewizmem” przez Adama Michnika, głównego ideologa III RP, który prawo lustracyjne zestawiał z nazistowskim ustawodawstwem i grzmiał, że nie będzie „walczył bronią nienawiści”. Dziś ten sam Michnik i jego organ nawołują do eksterminacji PiS i wycięcia z życia publicznego jego zwolenników.
