Kulawy już nie domknie systemu. Pełzająca dyktatura
Kulawy już nie domknie systemu. Donald Tusk: "Pójdę do piekła, jak przegramy te wybory. O wzięciu Polski „za mordę”

W białych rękawiczkach i z wykrzywionym już uśmiechem, owo „piekło” było szykowane nam wszystkim.
Donald Tusk miał marzenie. Nie o zgodzie narodowej czy gospodarczym rozkwicie, a o wzięciu Polski „za mordę”. W białych rękawiczkach i z wykrzywionym już uśmiechem. Oczywiście w imię „demokracji walczącej”. Tak sam nazwał swoją wizję de facto pełzającej dyktatury. I choć przez chwilę wydawało się, że plan się powiedzie, dziś jest już jasne: to mu się nie uda. „Mimo że premier przetrwał to głosowanie [nad wotum zaufania – przyp. red.], pozostało mu 2,5 roku bycia kulawym przywódcą ograniczonym przez nowego prezydenta posiadającego prawo weta” – ocenia brytyjski dziennik „The Telegraph”, pisząc kpiąco, że Donald Tusk „znalazł swoje miejsce w piekle”.
To o tyle dobra wiadomość, że owo „piekło” było szykowane nam wszystkim, a wiele wskazuje na to, że jego twórca sam w nim skończy. Sam tytuł w „The Telegraph” odwołuje się do słów samego Tuska, który w 2019 r. do „specjalnego miejsca w piekle” wysyłał zwolenników brexitu. Tego samego, do którego również on doprowadził swoimi działaniami. Coś w ogóle jest z tym „piekłem”, które ewidentnie chodzi Tuskowi po głowie, bo również w kampanii parlamentarnej z 2023 r. mówił:
