Królowa i zielony potwór. "Ona nas ocali w czasach zamętu"Królowa i zielony potwór. "Budujmy kolejne pomniki Maryi! Ona nas ocali w czasach zamętu i fałszywych bożków"

Jaka jest prawdziwa miara energii, siły i mocy? W ostatnich latach polski krajobraz wypełniły 3502 wielkie budowle. To 3,5 tys. turbin wiatrowych, figura Chrystusa Króla w Świebodzinie oraz statua Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu.
Te dwie ostatnie budowle są pięciokrotnie mniejsze od pozostałych. Każda z 3,5 tys. turbin wiatrowych postawionych na polskiej równinie ma 120–150 m wysokości, a licząc z łopatą obracającego się śmigła – 200 m. Jest więc pięć razy większa niż 36-metrowa statua Chrystusa i 40-metrowa statua Marii (niemal cztery razy większa, licząc wraz z podstawą monumentu). Dwie 40-metrowe postaci – Matki i Syna – obok wielotysięcznej armii 200-metrowych kolosów. Szybko rosnącej armii, bo wkrótce tych kolosów w Polsce przybędzie kolejne kilka tysięcy. Weto prezydenta zapobiegło zabiegom premiera, by stawiać te giganty 500 m od domów mieszkalnych, czyli dla tysięcy Polaków praktycznie za oknem. A jednak, zdaniem większości mediów, to nie wielotysięczna armia rozczapierzonych, wirujących i wibrujących potworów coraz gęściej zapełniających polski pejzaż, lecz biała statua Matki – przez wiele pokoleń i miliony współczesnych Polaków uznawanej za duchową Królową Polski – „budzi kontrowersje”.
Jednym z najpiękniejszych, najbardziej unikalnych elementów polskiego krajobrazu są od zawsze przydrożne kapliczki. Czasem jeszcze drewniane, od dwóch stuleci głównie murowane, spadzieście zadaszone, ukwiecone. Głównie wiejskie, ale nie tylko – do Powstania wiele ich było na podwórkach Warszawy, zostało kilkanaście. Na Podhalu i południu Polski siedzi w nich Chrystus Frasobliwy, ale na większości polskiej równiny w kapliczkach stoi Maria, Matka Boga. Czasem z Dzieciątkiem, czasem sama, otwierając ramiona przed przechodniem, bez względu na to, czy modli się do Boga, czy nie potrafi.
Bez urzędniczych procedur i zezwoleń, bez pytania zaborców, dozorców i nadzorców od zawsze stawiane przez okolicznych mieszkańców, przez polski lud, który w swym polskim świecie, w swojej polskiej przestrzeni chce sąsiadować z Bogiem lub jego Matką. Z Ich wizerunkami. Bo wierzy, że to zmienia jego życie na lepsze, przypomina o tym, co ważne, daje bezpieczeństwo i nadzieję.
Wiara i pycha
Wedle szacunków Ziemowita Malechy, profesora doktora habilitowanego z Politechniki Wrocławskiej, przedstawionych w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, farma wiatrowa 200-metrowych kolosów produkuje prąd kilkakrotnie droższy niż ten, który uzyskujemy lub moglibyśmy uzyskać z elektrowni węglowych. Firmom stawiającym takie farmy (koszt farmy morskiej to 20 mld zł) państwo polskie gwarantuje z naszych pieniędzy 25 lat zakupu energii za 70 mld zł – to dwukrotnie więcej, niż wynosi koszt budowy nowoczesnej kopalni węgla i jego zakupu przez ten sam okres. „Odnawialne źródła energii, wiatraki i panele nie są w stanie zatrzymać emisji dwutlenku węgla, to jest rzecz oczywista” – mówi prof. Malecha. Wszystkie potęgi gospodarcze na potęgę rozwijają nowoczesną energetykę węglową. Węgiel, którego zasoby mamy na kilkaset lat – jest polską racją stanu, dałby nam energetyczną niezależność i gospodarczą potęgę. Ale na rozkaz Unii Europejskiej polskie władze niszczą nasze kopalnie oraz dopiero co zbudowane nowoczesne elektrownie węglowe i przechodzą na energię kilkakrotnie droższą. Jako państwo i naród składamy i przez dekady będziemy składać gigantyczny finansowy i cywilizacyjny hołd nigdy nieudowodnionej hipotezie, że człowiek musi próbować zmniejszyć emisję dwutlenku węgla, bo „planeta płonie”.
