Konkurs Piosenki Eurowizji: demokracja trochę sterowana
Konkurs Piosenki Eurowizji: demokracja trochę sterowana. "To, co wydarzyło się w tym roku, przebiło skandale z przeszłości"

Członkowie pięcioosobowych narodowych jury nie dyskutują na temat utworów i wykonawców, zresztą nie oceniają ich występów konkursowych, bo głosują dzień wcześniej.
Eurowizja, konkurs piosenki organizowany przez Europejską Unię Nadawców, już od początku swojego istnienia miał problemy z przejrzystością zasad i kryteriów, które służyły do wyłonienia zwycięzcy. Jednak to, co wydarzyło się w tym roku, przebiło skandale z przeszłości.
W 1956 r., kiedy konkurs zorganizowany był przez siedem państw po raz pierwszy w szwajcarskim Lugano, dwójka reprezentujących Luksemburg jurorów nie mogła dotrzeć, w związku z czym organizatorzy uznali, że przedstawiciele gospodarzy oddadzą głosy w imieniu nieobecnych. Można było wówczas głosować na samych siebie. I zgadnijcie kto wygrał? Lys Assia, a właściwie Rosa Mina Schärer reprezentująca Szwajcarię, która brała wcześniej udział w niemieckich kwalifikacjach, ale się nie przebiła.
