Koniec współczucia. Kryzys, którego nie potrafią zażegnaćKoniec współczucia. Lewicowo-liberalne elity w Waszyngtonie same wywołały kryzys, którego nie potrafią zażegnać

Pierwsze autobusy z migrantami, które w sierpniu 2022 r. dotarły do Nowego Jorku, burmistrz Adams witał entuzjastycznie...
Setki tysięcy migrantów napływają do rządzonych przez demokratów miast z Nowym Jorkiem na czele. Tymczasem schroniska są przepełnione, a kasy miejskie puste. Negatywne skutki polityki otwartych granic zaczynają docierać nawet do jej najbardziej zagorzałych zwolenników.
Przed hotelem Roosevelt w centrum Manhattanu od kilku miesięcy ustawiają się długie kolejki nielegalnych migrantów, z których wielu nocuje pod gołym niebem na otaczającym go chodniku. Hotel, zbudowany w 1924 r. w stylu neorenesansu i liczący ponad 1 tys. pokoi, został zamknięty w czasie pandemii COVID-19, a teraz służy jako centrum azylowe. Ci, którzy ustawiają się tu w kolejce, nie mają gdzie się podziać. Nowy Jork stał się w 1989 r. tzw. miastem sanktuarium pod rządami burmistrza demokraty Eda Kocha. „Miasto sanktuarium” to w skrócie lokalna jurysdykcja, która z różnych powodów (na ogół ideologicznych) zdecydowała, że nie będzie udostępniać rządowi federalnemu informacji na temat nielegalnych migrantów.
