Japoński Niepokalanów. "Pragnienie Matki Boskiej"Japoński Niepokalanów. "Japońskie dzieło o. Maksymiliana stało się najważniejszym ogniskiem ewangelizacji i miłosierdzia w całym kraju"

14 sierpnia przypada 85. rocznica męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana Kolbego, zabitego przez Niemców zastrzykiem fenolu w obozie zagłady Auschwitz. W czerwcu podążyłem jego śladem do Nagasaki, gdzie pamięć o nim nadal jest obecna.
Doktor teologii i filozofii, wydawca, wybitny organizator, wykładowca, założyciel Niepokalanowa, krótkofalowiec, misjonarz – jeszcze długo można by wyliczać, a i tak trudno by było zebrać określenia, w pełni charakteryzujące o. Kolbego. We własnych oczach był przede wszystkim człowiekiem całkowicie oddanym Maryi, posłusznym jej woli, poprzez nią nawracającym i prowadzącym ludzi do Boga.
Nie sposób nie wspomnieć o jego wizjonerstwie podwójnej natury – Maryja miała mu się objawić już w dzieciństwie, dając do wyboru dwie korony: białą, oznaczającą czystość, i czerwoną, symbolizującą męczeństwo. Młody Rajmund (imię Maksymilian przyjął, rozpoczynając nowicjat) poprosił o obie.
Jego działania charakteryzował rozmach, sięgał po najnowsze osiągnięcia techniki, by zaprzęgać je do pracy na chwałę Niepokalanej. Do obsługi utworzonego przez siebie wydawnictwa zbudował drukarnię, magazyny papieru i elektrownię. By chronić je przed ogniem, zorganizował straż pożarną złożoną z braci zakonnych. Jako krótkofalowiec o znaku SP3RN (Radio Niepokalanów) założył pierwszą w Polsce radiostację, której katolicki przekaz docierał do odbiorców na terenie całego kraju. W latach 30. XX w. myślał o stworzeniu telewizji i budowie lotniska przy drukarni, by „Rycerz Niepokalanej” – pisma, którego był redaktorem naczelnym – i inne tytuły szybciej trafiały do czytelników. Wysłał nawet dwóch braci zakonnych na kurs pilotażu! Podczas studiów w Rzymie szkicował projekty rakiety kosmicznej.
Japońskie pragnienie
Taki człowiek, ponadto franciszkanin – a jednym z celów tego zakonu jest ewangelizacja – w 1927 r. wziął udział w zjeździe misyjnym w Poznaniu. Powiedzielibyśmy, że nawiązanie bliższego kontaktu z japońskimi studentami, poznanymi w pociągu z Zakopanego niewiele później, to zwykły przypadek. Maksymilian Kolbe wiedział, że to wola Maryi.
Trzy lata później zwierzył się swojemu przełożonemu, że pragnieniem Matki Boskiej jest, by w Japonii powstał drugi Niepokalanów oraz by wydawano tam po japońsku „Rycerza Niepokalanej”. Zdziwiony ojciec prowincjał zadał mu trzy pytania: czy ma na to środki, czy zna język i czy na miejscu będzie ktoś, kto wesprze go w tym dziele. Kolbe na wszystkie odpowiedział „nie”, ale od razu dodał z przekonaniem: „Niepokalana zaradzi!”.
