Jak inne narody (nie)przepraszają za Holokaust
Jak inne narody (nie)przepraszają za Holokaust. Czy o wstydliwych faktach z historii Francji i Hiszpanii słyszy się w debatach?

Niestety, tak bywa najczęściej, bo sięgając powtórnie po twórczość Stanisława Leca, wypada napisać za nim: „Historia uczy, jak ją fałszować”.
„Żydzi wszystkiemu winni. Ich Bóg nas stworzył” – napisał figlarnie jeden z najwybitniejszych aforystów Stanisław J. Lec, który nigdy nie krył swoich żydowskich korzeni związanych z hiszpańskim Sefardem. Powyższy aforyzm nie wywołuje już jednak uśmiechu, bo temat relacji polsko-żydowskich jest wciąż sączącą się raną historii dwóch narodów, a do tego cyklicznym powodem wojny polsko-polskiej. Tym ciekawiej jest spojrzeć czasem dla odmiany, jak inne narody radzą sobie z poczuciem własnej winy wobec Holokaustu.
Do repertuaru obiegowych kłamstw należy teoria, jakoby Polacy wypierali swoje winy z wyjątkową wprawą. Obowiązujące dziś na lewicy dogmaty o współwinie polskich sąsiadów stoją co prawda w sprzeczności z ciekawym wystąpieniem Adama Michnika na konferencji „Pamięć polska – pamięć żydowska”, na której zdiagnozował po żydowskiej stronie: „tryumfalizm bólu” i „mechanizm odrzuconej miłości” wobec Polaków, który tak jak w relacjach damsko-męskich ma sprawiać, że „nikt nie nienawidzi mężczyzny tak jak porzucona żona czy odtrącona kochanka”. Doprawdy nikt dzisiaj nie ośmieliłby się wygłosić tak ryzykownych porównań jak Michnik A.D. 1995. Nie wspominając już o tym wstrząsającym passusie z jego przemowy: „Mówi się bowiem w świecie o Polakach jako o antysemitach, chociaż nie mieli swojego Lavala czy Brasillacha, a nie mówi się tak o Francuzach, którzy ich mieli. Dlaczego? Dlatego że trzeba było znaleźć jakiś sposób, żeby usprawiedliwić Jałtę”.
