Jak daleko się posuną? "Zagrożenie podmiotowości"Jak daleko się posuną? "Krok po kroku Tusk i jego komando likwidują w Polsce demokrację"

Determinacja Donalda Tuska w forsowaniu do Trybunału Konstytucyjnego swojego najbliższego współpracownika Macieja Berka musi mieć uzasadnienie. To coś więcej niż ostentacyjne mianowanie na z założenia apolityczne stanowisko rzecznika praw obywatelskich Sylwii Gregorczyk-Abram, osoby wyjątkowo zaangażowanej po stronie rządzącego układu i „obsługującej” nawet tak skandaliczne przedsięwzięcia, jak siłowe przejęcie mediów publicznych.
Kandydaturą Berka zbulwersowani są nawet koalicjanci, których Tusk nie poinformował o swojej decyzji. Jedną z linii ataku na obecny TK było wskazywanie na polityczne nominacje do niego ze strony PiS. Chodziło zwłaszcza o Krystynę Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza, członków partii Kaczyńskiego, którzy jednak wystąpili z niej przed mianowaniem. W „Gazecie Wyborczej” kolejny autorytet prawny, naturalnie profesor, oburza się na porównywanie Pawłowicz i Piotrowicza z Berkiem, bo reprezentanci PiS byli „postaciami głośnymi”, a minister Tuska pracował w cieniu. Kolejny raz przekonuję się, że „autorytetów” – zwłaszcza profesorów prawa – logika nie obowiązuje. Przeciwko Pawłowicz i Piotrowiczowi, którzy wyłamali się z establishmentu prawniczego III RP, rozpętana została wściekła nagonka, ale nie pełnili oni żadnych funkcji rządowych, a Berka wprawdzie premier nie eksponował, ale przeznaczył mu w gabinecie główną obok siebie rolę. Toteż nawet autorytetowi trudno przełknąć przeniesienie go do TK, choć twierdzi, że to nic wobec wprowadzenia tam Pawłowicz. Typowa strategia establishmentu polega właśnie na tym: zdiabolizować i ośmieszyć jednocześnie przeciwnika, a potem oburzać się, że pełni on funkcje publiczne. Dwie miary liberałów to jedno, a determinacja Tuska – drugie. Chociaż przyzwyczaił nas, że zaprzecza sobie bez przerwy, ale w tym przypadku uderza w podstawę swojej taktyki dotyczącej wymiaru sprawiedliwości. Oczywiście establishment prawniczy pogodzi się z tym jak z każdym posunięciem Tuska, ale mniejszym kosztem mógłby on wprowadzić do TK posłuszną sobie marionetkę z profesorskim tytułem. Widocznie bardzo zależy mu nie tylko na „swoim” sędzi w trybunale, lecz także na wyjątkowo sprawdzonym.
