Inwazja metalowych potworów. Biznes wiatrakowy
Inwazja metalowych potworów. To nie są przypadki, lecz tendencja pokazująca problemy, jakie rodzi biznes wiatrakowy

Zanim się więc jeszcze więcej ekocudeniek postawi, powinniśmy przeprowadzić pilotaż.
Skandal związany z projektem ustawy wiatrakowej pobudza do wielu pytań dotyczących nowych, „demokratycznych” praktyk sejmowych. Nie może jednak umknąć kwestia fundamentalna: czy w ogóle wiatraczne monstra stawiać?
Mieszkańcy Sababurga i okolic liczących 200 km2 lasów – to tyle, ile ma Tatrzański Park Narodowy – porastających wzgórza Reinhardswaldu w Hesji płaczą. Te nazwy mogą niewiele mówić Polakom, ale to miejsca, gdzie rodził się niemiecki romantyzm. Las jest unikalny, a sam Sababurg ze swoim zamkiem natchnął braci Grimm do napisania jednej z najpiękniejszych baśni – o Śpiącej Królewnie. Teraz ten baśniowy las ryją buldożery pod szerokie jak autostrada drogi budowlane. Wszystko po to, by na wzgórzach stanęły wysokie na 240 m monstra – prądotwórcze wiatraki. Ich liczące 150 m, długie jak Airbus A380 łopaty będą mieliły powietrze nad koroną lasu i nad zamkiem Śpiącej Królewny. Nikt i nic się przed nimi nie schowa. Rysie już uciekły. Na nic się zdały protesty mieszkańców, 9 z 11 burmistrzów okolicznych gmin. Las jest własnością państwa, więc okoliczne byle kmioty nie mają nic do gadania.
