Historia politycznej zemsty. Czyja ma być Polska?
Historia politycznej zemsty. Czyja ma być Polska? Środowisk, które oplatają struktury państwowe, by czerpać prywatne zyski?

Wyrok na Kamińskiego i Wąsika to próba pokazania innym, że osoby tropiące korupcję na szczytach władzy będą ponosić konsekwencje za takie działania.
„Czyja ma być Polska?” – to pytanie śp. premiera Jana Olszewskiego doskonale pasuje do tej historii. Dziś w kraju próbuje się bowiem ponownie sądzić ludzi za skuteczne ściganie korupcji, planuje się polityczną zemstę na tych, którzy budowali silne i wolne od patologii struktury państwowe. Choć w ramach afery gruntowej, badanej przez CBA, doszło do wykrycia korupcji, do dziś próbuje się za nią karać głównie tych, którzy wykryli łapówkarstwo.
Ta sprawa sięga 2006 r. To początki funkcjonowania Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Służby, która powstała jako element szerokiego projektu politycznego związanego z koniecznością odnowy wielu instytucji państwowych oraz usprawnienia walki z korupcją – ówcześnie realnym problemem w Polsce. CBA to nowa służba, po raz pierwszy budowana na ludziach ideowych, bez powiązań z PRL.Gdy w grudniu 2006 r. do biura trafiają informacje o możliwym procederze korupcyjnym, funkcjonariusze podejmują temat. Szybko pogłębiają pierwsze sygnały dotyczące działań Andrzeja K. (ówczesnego członka zarządu Telefonii Dialog), który w rozmowach miał oferować odrolnienie ziemi w Polsce w zamian za łapówki. Powoływał się przy tym na kontakty rządowe w środowiskach Samoobrony. Już kilka dni po rozpoczęciu działań CBA ma pierwsze ustalenia, które wskazują na to, że Andrzej K. rzeczywiście w rozmowach oferuje odrolnienie dowolnego gruntu w Polsce, najlepiej o dużym areale. Zastrzega jednocześnie, że to oferta ekskluzywna, bowiem układu nie można wykorzystać zbyt wiele razy. CBA udaje się ustalić dane kolejnych osób zamieszanych w proceder korupcyjny. Funkcjonariusze wpadają na trop Piotra Ryby, byłego dziennikarza, powiązanego zawodowo z Andrzejem K., a politycznie z Samoobroną. Miał on szerokie kontakty w partii, w tym faktyczne dojścia do Andrzeja Leppera. To sprawa kluczowa w całym mechanizmie, bowiem to właśnie minister rolnictwa decyduje w ówczesnym czasie o odrolnieniu gruntów.
