Gdyńskie festiwale filmoweGdyńskie festiwale filmowe. "Feta filmów patriotycznych wypadła zadziwiająco świeżo i szczerze"

Ze względu na szczupłość mojej rubryki podsumowanie 51. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni ograniczę do przytoczenia wypowiedzi Tomasza Raczka, wybitnego znawcy polskiego kina: „Nie jest dobrze. Ten festiwal należy do mniej udanych. Ja nie widzę tu żadnego arcydzieła”. „Hollywood dla ubogich” – tak z kolei mój przyjaciel skwitował mizdrzenie się naszych gwiazd na ściance i czerwonym dywanie.
Na tle FFF prawie pozbawiona finansowania feta filmów patriotycznych – Festiwal NNW (Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci) – wypadła zadziwiająco świeżo i szczerze. Kręcone przez pasjonatów historii dokumenty o żołnierzach wyklętych, Wołyniu, Holokauście, warszawskim getcie, Monte Cassino czy meandrach ruchu Solidarności uwiarygadniały wywiady z ostatnimi żyjącymi jeszcze świadkami historii. Licznie reprezentowane było kino międzynarodowe, zwłaszcza węgierskie.
