Fiasko chińskiej walki z pandemią
Fiasko chińskiej walki z pandemią. "Ludzie zrozumieli, że era reform i otwartości w Chinach się skończyła"

Nie jest to całkowity odwrót od polityki „zero covid”, tylko co najwyżej korekta, by zdusić społeczny gniew.
Pod presją ulicy Xi Jinping zdecydował się poluzować politykę „zero covid”. Ale możliwe, że popełnionych przez reżim w Pekinie błędów nie da się już naprawić. Istnieje ryzyko chaotycznego otwarcia kraju po permanentnym lockdownie, a co za tym idzie – milionowych zgonów.
We wrześniu 1966 r., cztery miesiące po tym, jak Mao Zedong rozpętał w Chinach Wielką Proletariacką Rewolucję Kulturalną, pogrążając naród na całą dekadę w przemocy politycznej i społecznej, młoda studentka języków obcych Wang Rongfen wysłała do niego cztery listy tej samej treści: „Drogi przewodniczący Mao. Rewolucja kulturalna nie jest ruchem masowym. Składa się z pojedynczego człowieka przystawiającego broń do głów ludzi”. Przy okazji ogłosiła, że występuje z młodzieżówki partii komunistycznej. „Proszę cię, zastanów się nad tym, co robisz” – błagała. Po wysłaniu listów kupiła w aptece środek owadobójczy. Opróżniła cztery butelki i położyła się na chodniku przed sowiecką ambasadą, by umrzeć. Przeżyła jednak i została skazana na dożywotnie więzienie. Spędziła w nim 12 lat. Nowy przywódca Deng Xiaoping w 1979 r. ogłosił amnestię i wyszła na wolność. Wydawało się, że to początek lepszych Chin.
