Drużyna SewerynaDrużyna Seweryna. "Jeszcze zanim Tusk zaczął ślubować, myśmy i tak już ze śmiechu leżeli"

Rozglądamy się na boki, ale nic. Ktoś rzuca, żeby się rozdzielić jak za okupacji, tyle że nikt nie chce czekać, bo ludzie muszą jeszcze pamiątki kupić.
Jedziemy autokarem, jedziemy autokarem, la la la… Oczy się kleją, bo najpierw zasnąć nie mogłem, a potem mi się śniło, że Wojska Obrony Terytorialnej ostrzelały drogę i leżę w okopie pod Lempartową, która powtarza, że to na nią polują.
Siedzę obok babki, która opowiada, że chce mieć aborcję na żądanie, bo aborcja jest OK, a życie nie. Całkiem młoda, gdyby nie PiS, mogłaby jeszcze dwa lata pracować, chociaż – oczywiście – wie, że nie wygląda. To znaczy, teraz też może, ale w pisowskim państwie nie chce, więc skorzystała z prawa wyboru, bo wie, że Kaczyński to prawo wprowadził tylko dla odwrócenia uwagi od tych wszystkich afer, z których trudno wymienić jedną, bo tyle ich było. Pyta, przez jakie „ch” to się pisze, co jej chodzi po głowie. A skąd ja mam wiedzieć? Ja mam, że „Morawiecki kłamie” i modlę się, to znaczy do pana Tuska, żeby mi jakiś dziennikarz nie kazał wymieniać, bo leżę. A mam maszerować. Więc jadę. Po nich. Ile wlezie. Wrzucam wpisy na Twitterze.
