Cham na Mazurach. Hodowla chamaCham na Mazurach. Hodowla chama. “Ludzie ci nie uprawiają żeglarstwa, lecz jachting. Czarterują bogato wyposażone jachty i wylegują się na pokładzie, chlejąc piwo"

Elitarność, wyjątkowość, posmak bohemy zostały najpierw zdeptane przez pospólstwo, a teraz dzieła zniszczenia dopełniają bogaci barbarzyńcy, przekonani, że wszystko – łącznie z tytułami szlacheckimi – można kupić. Pisząc o Mazurach, „Wyborcza” tak naprawdę boleje nad zanikającą potęgą elit, które kiedyś stawiały wszystkich do pionu.
„Gazeta Wyborcza” jest już cieniem swojej dawnej potęgi. Wprawdzie co jakiś czas z redakcyjnych czeluści wychodzi Roman Imielski lub jakiś inny Wojciech Czuchnowski i z wielkim patosem oświadcza, że w kolejnym numerze ukaże się „bomba”, która wysadzi w powietrze całą polską scenę polityczną.
Tym razem to będzie prawdziwa bomba
– zapewnia.
W ostatnich latach takich „bomb” było kilkanaście, jeśli nie więcej, a jedyny wybuch, jaki spowodowały, był co najwyżej wybuchem śmiechu. Nie oznacza to jednak, że „Wyborcza” nie odgrywa już żadnej roli w debacie publicznej. Gazeta wciąż jest widoczna, ale na innych zasadach niż kiedyś. Po prostu redaktorzy z Czerskiej nie mają już takiej władzy, by decydować, które teksty powinny budzić emocje czytelników. Dlatego aby zwrócić na siebie uwagę opinii publicznej, często muszą uciekać się do prowokacji – zaczepnych tytułów lub niedorzecznych tez zawartych w artykułach. Tak chyba było w przypadku reportażu z mazurskich jezior, opublikowanego w „Wyborczej” ostatniego dnia lipca.
Nostalgia za dawną potęgą
Kiedyś pływali tacy ludzie jak Osiecka, dziś każdy cham może za 200 zeta wynająć jacht
– pod takim tytułem sprzedano tekst, który opisywał zmierzch dawnego żeglarstwa na Mazurach.
Nic więc dziwnego, że publikacja wzbudziła setki komentarzy w internecie, w większości bardzo nieprzychylnych. Oczywiście recenzowano sam tytuł, bo mało komu chciało się tracić czas i pieniądze na lekturę całości artykułu, zamieszczonego w płatnym dostępie. Tekst był zresztą znacznie mniej buńczuczny niż tytuł, choć w pewnym sensie mógł stanowić niezłą ilustrację zjawiska opisanego przed chwilą, tzn. do utraty znaczenia przez „Wyborczą”.
W artykule czytamy bowiem o nostalgii za dawnymi, prawdopodobnie już bezpowrotnie utraconymi czasami, gdy pod mazurskie żagle przyjeżdżali ludzie pasji, z zasadami, z etosem, dla których pływanie – często w bardzo prymitywnych warunkach – miało głęboki sens. Dziś natomiast przybywają tu tłumy nuworyszy, dla których liczy się wyłącznie kasa, wygoda i robienie dobrego wrażenia wśród znajomych. Jak czytamy, ludzie ci nie uprawiają żeglarstwa, lecz jachting. Czarterują bogato wyposażone jachty i po prostu wylegują się na pokładzie, chlejąc piwo, zamiast – jak ich inteligenccy poprzednicy z dawnych lat – uczyć się nowych umiejętności i delektować dzikim otoczeniem.
